Fizyk w Lozannie

Uwaga! Ta notka zdradza wszelkie oznaki bycia notką długą, także jak jesteś Czytelniku leniwy, to lepiej od razu przestań czytać (dla dobra swojego i Twoich najbliższych)!

Gdzieś tak mniej więcej w niedzielę przeprowadziłem się do Lozanny na najbliższe 5 miesięcy korzystając z programu Erasmus. Lozanna leży w Szwajcarii, wobec czego jest tam pieruńsko drogo a także zupełnie ładnie. Mieszkam więc sobie nad Jeziorem Lemańskim (czyli Genewskim, nie mylić z Jeziorem Lemańskim w powiecie szczycieńskim, chociaż czasem sobie myślę, że chętnie bym się zamienił*). Od niedzieli jest raczej pochmurno, nic nie widać i popaduje śnieg, chociaż chyba właśnie wyszło słońce, więc myślę, że może wreszcie zrobię dzisiaj zdjęcie czegoś ładnego, np. Alp po drugiej stronie jeziora. Póki co siedzę w kosmicznej bibliotece (tudzież Rolex Learning Center) gdzie mam internet, bo w mieszkaniu jeszcze się go nie dorobiłem.
Rolex widziany od dołu, tzn. tam się przechodzi właśnie pod takimi łukami i z pewnością istnieje jakaś legenda typu że jak pewnego dnia przejdzie tamtędy studentka-dziewica to to się wszystko zawali H@H@H@H@H@ ale śmieszne :E

Rolex widziany z boku
Do Szwajcarii dojechałem autobusem z Krakowa co zajęło mi jakieś 24h. Zimowa pora i dość solidny bagaż skutecznie zapobiegły temu bym jechał stopem. A nabrałem bagażu co niemiara, turystycznych szpejów wszelakich, gdyż mam zamiar zdobyć całe Alpy, albo chociaż jakiś Mont Blanc. Póki co jednak zajmuje się szerokopojętą aklimatyzacją, tzn. bardziej niż zabytki Lozanny i Alpy interesuje mnie obecnie zdobycie darmowej szwajcarskiej simkarty oraz zakup adaptera do wtyczki żebym mógł się do kontaktu podłączyć i ciągnąć ich szlachetny, szwajcarski prąd elektryczny (bo oczywiście musieli mieć inne wtyczki, tj. te francuskie z trzema bolcami). Udało mi się tych dwóch pięknych czynów dokonać wczoraj, w związku z czym zresztą odwiedziłem po raz drugi centrum miasta. Szaro, zimno i ponuro (w sensie taka pogoda, a nie takie miasto, bo ogólnie to mają ładne kolorowe kamieniczki z okiennicami, słit). A co do tej simkarty, to w pakiecie startowym była instrukcja obsługi oczywiście, napisana w kilku językach, a zestaw ten był dość niestandardowy. A więc nie tylko niemiecki, angielski i francuski, o nie. Niemiecki, francuski, włoski, angielski, serbski, portugalski, turecki, hiszpański i... szqiparski (czyli jak kto woli: albański, czyli jak ktoś nie ogarnia co to Albania to to jest właśnie ten sam kraj który wygrywa w piłkę mniej więcej tyle meczów co Wyspy Owcze i San Marino oraz na swoim niewielkim terytorium ma rozlokowane jakieś 600 tysięcy bunkrów i wszyscy stamtąd emigrują jak mogą, najchętniej oczywiście do Włoch. I Szwajcarii).

Obywatele Lozanny muszą pokonywać codziennie bardzo wiele schodów.
Ubożsi bracia i siostry muszą pokonywać inne trudności w sposób nader międzynarodowy
Bo życie w Szwajcarii wcale nie jest łatwe. Dla mnie np. dużą trudnością jest wydanie na przejażdżkę metrem 10 czy 20 złotych, więc tego nie robię. Tak. Chciałbym również w tym miejscu bardzo przeprosić i zapowiedzieć, że już nigdy więcej nie powiem, że Lozanna jest małym miastem. Wcale nie jest, nogi mnie bolą (ała). Ale kupię sobie rower, taki mam plan. Póki co od wczoraj jeżdżę rowerem publicznym. Tak się składa, że mieszkam zaraz za końcem kampusu. Z tym, że kampus jest duży, obejmuje dwie uczelnie i miejsce, które mnie w tym kampusie dotyczy mieści się po przeciwległej stronie. Ale istnieją kampusowe rowerki, które się wypożycza poprzez przyłożenie do wesołego czytniczka studenckiej legitymacyjki dzięki czemu od wczoraj jeżdżę sobie na uczelnię rowerem. DO 3 godzin taka zabawa jest bezpłatna, całkiem fajnie. Z tym, że te rowery są dość niewygodne, konkretnie to mają bardzo nisko siodełka. Tzn. jest tam regulacja wysokości bardzo łatwa, z tym, że regulować można między poziomem: "nisko jak cholera" a "I komunia góral style". Tak więc raczej na dłuższe wycieczki tym rowerem to bym się nie pisał.
Kampusowe rowerki
Należy przy tym dodać, że rowerki są właśnie kampusowe, a nie uczelniane. A kampus jest w zasadzie wspólny dla EPFL (polibudy) i UNIL (uniwerku). W ogóle polibuda i uniwerek żyją tu w bardzo radosnej i bezkonfliktowej symbiozie jak się zdaje, mając np. wspólny system rowerkowy i kilka innych systemów. Tak.
Jak już wspomniałem w Szwajcarii jest dość drogo. Np. chleb kosztuje w przeliczeniu (przy obecnym kursie franka) jakieś 10zł, czyli tyle samo co kilo cebuli albo pół kilo pomidorów albo jakaś śladowa ilość mięsa (10dag?). Ale np, nutella czy cukier kosztują mniej więcej tyle co u nas, czekoladę też da się kupić w rozsądnej cenie, co źle wróży mojemu zdrowiu. Ech, tak już się przyzwyczaiłem że sobie dogadzam selerem świeżym z rodzynkami z placu pod halą targową, to wszystko osadzone głęboko w śmietanie z Krasnegostawu, do tego gulasz z karkóweczki, marcheweczki, pomidorka... A tu znowu trzeba wrócić do diety studenckiej, tej stereotypowej, czyli makaron i sos :F. To chyba będzie wreszcie czas, aby wypróbować te wszystkie sprytne przepisy ze strony Tomasza typu kurczak z curry bez kurczaka. Tak więc od dziś wszelkie przychody z klikania w reklamy na tej stronie będą przeznaczone na dożywianie Wojtka na obczyźnie, co się rozumie przez Szwajcarię. Ale spoko, wczoraj w Migrosie znalazłem chleb o wdzięcznej nazwie Budget który jest trochę niedobry, ale kosztuje jedyne 1.05 CHF , raj na ziemi normalnie!

A tak z innej beczki to wygrałem taki konkurs na paragon z podróży w kategorii najlepszy paragon ogólnie (czyli coś jak Oskar dla Andrzeja Wajdy, resztę sobie sami dopowiedzcie ;) ). Dodatkowo jest tam nagroda publiczności, i zdaje się że jak będziecie klikać "lubię to" na dole tej strony (klik) to dostanę książkę. Co będziecie z tego mieli? Nie wiem no, jak ją przeczytam to Wam opowiem, dil?

Na koniec chciałbym złożyć serdeczne gratulacje i wyrazy największego uznania wszystkim tym, którzy doczytali ten piekielnie długi post do końca! Myślę, że w nagrodę będziecie mieli bardzo dobry dzień! Czy co... A ze Szwajcarii o Szwajcarii się jeszcze odezwę jak coś ciekawego zobaczę. A jak wreszcie będę miał internet w mieszkaniu to może wreszcie napiszę me historie irańskie? Kto wie.

Na koniec wszystkich końców nadmienię, że w Szwajcarii już byłem i troszkę nawet pisałem, patrz tu.

A poza tym to tęsknię za Polską, że hej!

Komentarze

  1. Polski chleb za dwa złote też za Tobą tęskni. A mąkę mają taniej? Może sam upieczesz? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tym samym pomyślałem :P

      Wojtku, załóż piekarnie i sprzedawaj tani chleb!

      Usuń
  2. Szacun za podpis pod pierwszym zdjęciem. Co do zdjęcia nr 4 przychodzi mi do głowy chamskie skojarzenie łączące '20 minutes' z żebraczką.

    To jak masz melinę w Szwajcarii to ja się chcę kiedyś wprosić i przynajmniej połowe Alp zrobić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta jasne mhm, Ty wiesz ile osób mi już mówiło że mnie odwiedzi?
      A siedzę tu już bez mała 4 dni i jeszcze nikt nie przyjechał :D

      A tak serio to zapraszam, zapraszam, mieszkam przy wylotówce na Genewę, aż kusi ;)

      Usuń
  3. Chciałem spytać czy zabrałeś rower czy zamierzasz jakieś cudeńko szwajcarskie kupić. Zdecydowałem się jednak przeczytać do końca zanim skomentuje, więc wiem już, że wybrałeś drugą opcję. Teraz liczę na dobry dzień w nagrodę;)
    Czekam na dalsze opowieści, szczególnie te około rowerowe. I napisz jak na tych uczelnianych rowerkach się pokonuje te schody wszystkie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio widziałem nawet takie ogłoszenie, że VELOS 150CHF, więc chyba zadzwonię.
      A na kampusie szczęśliwie aż tak wielu schodów nie ma, natomiast są ścieżki rowerowe, luksusy same po prostu (ale za luksus się płaci...).

      Usuń
    2. A swoją drogą to właśnie odkryłem, że tymi rowerkami to mogę nie tylko po uczelni jeździć ale generalmente po zachodniej szwajcarii, szczegóły->http://velopass.ch

      Usuń

Prześlij komentarz

Komantarzopisarze proszeni są o się podpisanie!

Popularne posty