Wstęp do Górskiego Karabachu

Górski Karabach (u nas często: Górny Karabach, w wersji angielskiej czasem Montainous Karabagh, ale częściej z rosyjska Nagorno-Karabakh, tak czy tak nazwa Karabach jest Azerska i oznacza Czarny Ląd; najbardziej prawidłowo, bo z ormiańskiego, byłoby nazwać krainę tę: Arcach) - teren sporny między Armenią a Azerbejdżanem.

Wstawka historyczna
Jak to zwykle bywa w historii naszego wspaniałego, sprawiedliwego, demokratycznego i walczącego o prawa człowieka świata konflikt ma swoje korzenie w tym, że Wielcy (tudzież: równiejsi) chcieli ropę i nie przejmowali się Małymi (tudzież: równymi).


Tereny historycznie ormiańskie, na początku XX wieku najechane przez Azerów przy okazji rzezi Ormian dokonanej przez ich braci Turków (ich, czyli Azerów, bo Azerowie to tacy prawie Turcy, tyle że mają ropę i żyją tam, gdzie ich nigdy nie było). Po pierwszej wojnie światowej alianci, licząc na bakijską ropę, przyznali Karabach Azerom. Bolszewicy zaś przyklepali ten przydział, wcielając część Karabachu do Azerbejdżańskiej SSR, część pozostawiając jako okręg autonomiczny. W regionie zawrzało na początku lat 90'tych, kiedy to pojawiła się szansa na niepodległość. Zaczęło się od pogromów Ormian w azerskich miastach i zlikwidowanie autonomii Karabachu. Niedługo po tym wybuchła wojna, w której Azerowie ponieśli sromotną klęskę mimo potencjalnej przewagi nad słabo uzbrojonymi Ormianami. Rosjanie pomagali mniej lub bardziej oficjalnie raz jednym raz drugim. Dla Ormian ta wojna była walką o wszystko: naród z przebogatą historią ciągnącą się kilka tysięcy lat był niejako przyparty do muru mając jednych Turków na wschodzie, drugich na zachodzie. Azerowie natomiast walczyli bez przekonania, ludzie bynajmniej nie garnęli się do walki o tak na prawdę nie swoje. Koniec końców Ormianie kontrolują obecnie niemal cały historyczny Górski Karabach, czyli dużo więcej niż ten mały wycinek, który możecie zobaczyć na mapach (zobacz tu). Górski Karabach jest suwerennym państwem, którego jednak nikt nie uznaje (oficjalnie łącznie z Armenią!) i trwa w stanie zawieszenia broni z Azerbejdżanem. Granica z tym ostatnim obsiana jest wojskiem.


Po Armenii krążą różne historie o tej wojnie. Moja ulubiona to ta, że na początku wojny Ormianie dysponowali zaledwie kilkoma czołgami. Jednak jako naród ludzi wykształconych poradzili sobie z tym niedoborem: gdy Azerom psuł się czołg zostawiali go po prostu w polu. Ormianie naprawiali je sukcesywnie tak, że pod koniec wojny mieli ponad sto czołgów. Ciekawe ile w tym prawdy ;-).

Po zdobyciu wizy w Erewaniu pierwszym miastem, które odwiedziłem w Karabachu było Szuszi. A pierwszym widzianym tam samochodem był ON (-->). Kierowca, który przywiózł mnie do Szuszi przypadkowo wysadził mnie przed samą informacją turystyczną. Czekaj, czekaj... Informacją turystyczną? W Karabachu? Właśnie tak - to ostatnie czego się tam spodziewałem. Ale ostatecznie Szuszi ze swoimi czterema tysiącami mieszkańców to drugie co do wielkości miasto w Karabachu - to do czegoś zobowiązuje.


Rzeźba przed szkołą w Vanku
Wiem, że to trochę nuda jak ktoś sieje taką prywatą, ale to naprawdę dość zaskakująca historia. Wyobraźcie sobie: jesteście 4 tysiące kilometrów od domu, w państwie, którego nikt nie uznaje, o którym od czasu do czasu można usłyszeć w telewizji z okazji ekscesów nadgranicznych, a więc jesteście w Górskim Karabachu, wchodzicie do informacji turystycznej w Szuszi (gdzie skończyły się już niestety wszystkie darmowe mapki, a dwie młode dziewczyny nie mają zielonego pojęcia co Ci powiedzieć oprócz tego, żebyś nie jechał do Agdamu), wręczają Ci tam księgę gości, gdzie widzisz wpisaną poprzedniego dnia swoją znajomą (Natalię, z którą idziemy na Pik Lenina). HA! Jaja, nie ;-)? Dowiedziałem się, że prawdopodobnie są z Michałem w Vanku, gdzie ich jeszcze tego samego dnia odnalazłem. Vank to otoczona górami wioska, nieopodal której wznosi się piękny monastyr Gandziasar. Uwaga, teraz milion zdjęć. Ale z podpisami!


Monastyr Gandziasar






  
Gandziasar - krużganki (czy coś w tym stylu). Założę się, że nie spodziewaliście się takich ładnych rzeczy po kraju, który nie istnieje, trwa w niezakończonym konflikcie, gospodarka leży, ludzie jeżdżą tylko starymi ładami i ogólnie bogato nie jest?
Oto wyjaśnienie, a właściwie dzieci wyjaśnienia. Ormianie są trochę jak Żydzi: wszędzie ich pełno na świecie i zazwyczaj są bogaci (w sensie ci za granicą). W Karabachu można czasem spotkać wycieczki amerykańskich Ormian do kraju przodków. Ci bogaci Ormianie ze Stanów wspomagają finansowo takie przedsięwzięcia jak odnowa monastyrów lub...
... budowa dróg. Ba, autostrad! Oczywiście w Karabachu nie ma żadnych autostrad, ale często można zobaczyć przy drodze tablicę, że to jest np. Gandziasar Highway ufundowana przez All Armenians Fundation
Niemniej jednak jak ktoś nie ma cioci z Ameryki to ciężko mu się żyje, np. ma podłogę ze starych drzwi, jakkolwiek ludzie mówią, że poziom życia w Armenii i Karabachu jest podobny: ponoć w tym ostatnim zarabia się mniej, ale za to ceny są odpowiednio niższe. Mimo widocznego ubóstwa ludzie naprawdę jakoś specjalnie nie narzekali
Mój ulubiony pojazd w Karabachu, jeździłem nim nie raz....
...zdarzało się nawet towarzystwo, i to nie byle jakie!

Ser ze słoika z sokiem serowym - mój ulubiony
Stacja benzynowa niedaleko Vanku, przy jednej z najgłówniejszych dróg w kraju
No ale wróćmy do ładnych rzeczy: wnętrze Gandziasar
Typowy ormiański kościół z prezbiterium na kształt sceny: jest kurtyna, schodki...
Mur okraszony starymi rejestracjami pamiętającymi pewnie Azerską SSR
Bardzo popularny styl nagrobka
Karabach - góry i cmentarze








  

Komentarze

  1. Rzeźba przed szkołą w Vanku, jak to się w XXI wieku mówi, made my day.

    A tak przy okazji małe spostrzeżenie. Historię Karabachu przyjemniej by się czytało napisaną jakąś kursywą albo inną czcionką, bo te malutkie literki ledwo docierają do wzrokowych receptorów (przynajmniej moich).

    OdpowiedzUsuń
  2. Panie, kup se pan okularrry!
    No dobra, będzie większa czcionka i pochyłości

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale fajny wpis:) Z przyjemnością się czytało. Możesz zawsze dodawać taki milion zdjęć z podpisami;-) Bo wtedy jest jeszcze fajniej, niż normalnie, bo można nie tylko przeczytać, ale też zobaczyć;0
    Kasia

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Komantarzopisarze proszeni są o się podpisanie!

Popularne posty