Co ja jeszcze robię w Krakowie i kiedy wreszcie pojadę na wakacje

Wszyscy już chyba wyjechali. Jeśli to czytasz, to znaczy, że coś dziwnego się z Tobą dzieje, bo albo nie wyjechałeś, albo wziąłeś ze sobą laptopa (a fu!).

Ja natomiast siedzę w Krakowie. Ale już nie długo, już nie długo...

No Meksyk, przecież napisane

Przez 6 lat studiów można się nieco zmęczyc - przyznacie (można). Należy się po tak długim okresie wytężonej pracy umysłowej godny odpoczynek.

Pochwalę się - a co! W lipcu zostałem magistrem matematyki. We wrześniu mam nadzieję i zamiar zostać magistrem fizyki (ale tylko dlatego, by nie zmieniać nazwy strony na Matematyk w Podróży). Na październik mam bilet do Meksyku. W jedną stronę.

Do tego czasu kończę projekt w Zakładzie Optyki Atomowej (POZDRAWIAM!), jeżdzę rowerem, uczę się hiszpańskiego, czytam i takie takie. Czasem na jakieś Folkowisko pojadę albo gdzieś indziej jeszcze, pociągiem, żeby z legitymacji skorzystać, pókim student. 

Pytanie: co ja w tym Meksyku i na jak długo. A w Meksyku to nie, nic, po prostu loty do Cancun tanie były. Ja do Ameryki Południowej, panie bracie. Jak rowerem siędę to ino roz przez Amerykę Środkową, tam bananów pojem, potem Kolumbia, miesiąc, dwa, rok i do Patagonii zajadę. Albo nie, albo się zmęczę po drodze, rower w rowie zostawię i pójdę hodować owce w Andach? A bo to ja wiem co się po drodze zdarzy.

Czas, żeby pomyśleć, poszukać, popatrzeć, spokojnie.

Pieniądze. Bo ludzie to mnie bardzo często o te pieniądze pytają, serio. No skąd ja te pieniądze, jak ja to robię, że tak mnie na te podróże stać. O, patrzcie, jeździ sobie, burżuj, zamiast robić!  To ja może się wreszcie chociaż raz do tego odniosę, żeby znowu kto sobie nie pomyślał, że bank obrabowałem, okradłem babcię albo mam bogatych rodziców.

Odpowiedź jest oczywiście dosyć prosta: no albo się jest obrotnym fizykiem, albo się nie jest. Ale przyjrzyjmy się temu nieco bliżej: weźmy np. palaczy, takich hardkorowych. Na pewno znacie nie jednego człowieka, co pali paczkę dziennie. Nie pytaliście go może skąd ma na to kasę? Paczka dziennie razy 30 dni miesiąca czyni z grubsza 300zł. Razy 12 miesięcy w roku czyni 3600zł. Razy 6 lat studiów czyni 21600zł.

No więc jedni wydają kasę na papierosy, dziwki i koks, a inni latają do Meskyku, proste. Wszystko na własne życzenie. Ba, nawet żądanie.

Meskyk - Na Żądanie

Zresztą, w podróży się aż tak wiele nie wydaje. Weźmy np. taką podróż do Iranu, Abchazji i Karabachu. W ponad dwa miesiące wydałem 1800zł, co czyni 900zł na miesiąc, czyli mniej więcej tyle, ile wydaję w Krakowie na wynajem pokoju i żarcie.

Chcieć, to móc, a jak już móc i nie mieć chwilowo pewności co do innych scenariuszu na swoją przyszłość, to lepiej to "móc" przekuć w "zrobić", czemu nie.

Gdy muszę kpić, to chyba znak,
że na to z czego kpię - sił już nie mam, sił już mi brak;
ja chyba muszę nie musieć nic - i wtedy wiem,
co naprawdę muszę, co naprawdę muszę,
a czego nie.
 Płachta nieba, J.Kleyff

Czyli raz jeszcze: odpocząć, pomyśleć, przyjrzeć się sobie i innym. By potem móc zrobić więcej. Może w trakcie też coś zrobić? Może, może się coś nadarzy. Nie wiem. Nie ma co planować. To, co znajduje się po drodze, zwykle jest lepsze niż to, co się zaplanuje.

Się kurde psychologicznie zrobiło, matko i córko! No ale nie codzień kupuje się bilety za ocean w jedną stronę.

Tak przynajmniej zwykle było w Azji. W Azji czuję się dobrze, czuję się swojo, czasem nawet bardziej swojo niż w Europie (tej Zachodniej). I na pewno muszę jeszcze do tej Azji wrócić. A w Ameryce Południowej? Nie wiem, chcę zobaczyć, trzeba iść do przodu. To arcyciekawy kontynent: historycznie, politycznie*, społecznie i kulturowo. Muzycznie. Kulinarnie. Krajobrazowo. Wszelako.

*Co kraj, to w historii ciąg dyktatur, przewrotów dokonywanych rękami CIA i problemy etniczne autochtonów, wybitych prawie co do nogi przez strzelby i zarazki przywiezione zza oceanu przez hiszpańskich najeźdźców.

Niektórzy mówią, że jest tam niebezpiecznie. Pewnie jest w tym trochę racji. Mówi się, że Azja jest najbezpieczniejsza. Rzeczywiście, czułem się tam zawsze bardzo spokojnie. Inni mówią, że Ameryka Południowa jest niebezpieczna tylko, gdy tego chcesz - jeśli nosisz się modnie i świecisz w oczy swoim wielkim aparatem wszystkim naokoło.

Spoko, myślę że mój podróżniczy wygląd "na dziada" w jakimś stopniu zniechęci potencjalnych barbarzyńców/oprawców/złodziei/porywaczy. 

Zresztą nie wiem, zobaczymy. Nigdy tam nie byłem. Opowiem, gdy zobaczę.

Na pewno żyją tam dobrzy i źli ludzie. Na pewno tych dobrych jest więcej.

Rowerem do Meksyku - już to przerabiałem, teraz mogę jechać dalej.



Komentarze

  1. Tylko pogratulować takiego obrotu sprawy. Meksyk. Brzmi imponująco, po prostu. Już nie mogę się doczekać relacji z podróży.

    PS. A ja czytam ten post, bo niestety ale już wróciłam z wyjazdu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ooo to może się na miejscu spotkamy bo ja (a raczej My) też jedziemy na podbój Ameryki Środkowej i Południowej. Startujemy w październiku ale od Trynidadu i Tobago (albo gdzieś tam) i hula przez kontynent... Na rok, może dwa na stopa przez świat :)

    Powodzenia i może do zobaczenia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (czytając wasze myślę, że)
      sformuowanie: chęć ostatecznej destabilizacji swojego życia - jest bardzo ładne

      Usuń
  3. Jeżeli pragniesz przedostać się z Meksyki do Ameryki Południowej pieszo, to lojalnie informuje, że warto zacząć ćwiczyć marsz przez dżunglę. Ciągłe połączenie drogowe pomiędzy obiema Amerykami NIE ISTNIEJE - urywa się w Przesmyku Darien (pomiędzy Panamą a Kolumbią) uważanym za jedno z najdzikszych miejsc na planecie. Przebył je kiedyś Cejrowski wspólnie z Pawlikowską, co opisał w jednej ze swych książek - "Gringo wśród dzikich plemion" bądź "Rio Anaconda". Ale myślę, że jeśli nie będzie burz, to złapanie jakiegoś jachtostopa jest wykonalne (np. Cancun - Karaiby - Wenezuela czy coś). Więcej o jachtostopowaniu i autostopie w Ameryce Południowej (a także w Europie, Maroku i na Atlantyku) można znaleźć u tego klienta: http://www.listyzpobocza.pl/
    Pozdrawiam i życzę szerokiej drogi (a piszę bo wyjeżdżam w niedzielę dopiero),

    OdpowiedzUsuń
  4. Ano wiem wiem o Przesmyku. Z tego co się orientowałem, to pływa coś zawsze z Panamy do Kolumbii. Ludność lokalna korzysta z promów towarowych, motorówek itp. i pewnie tak się zabiorę. A jachtostopu swoją drogą też chciałem spróbować, ale to dopiero jak mi się rower znudzi ; )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A rower zabierasz ze sobą swój czy planujesz nabyć jakiś na miejscu?

      My planujemy jachtostopem własnie na początku z Trynidadu przedzierać się w stronę Haiti, a później jak się uda to prosto do Meksyku, no ale co z tego wyjdzie zobaczymy.

      Usuń
  5. A co wy tak z tym Trynidadem i Trynidadem - płyniecie tam, lecicie?

    OdpowiedzUsuń
  6. No planujemy lecieć, bo znalazłyśmy bardzo tani samolot, ale jeśli uda się znaleźć coś innego to może zaczniemy z innego miejsca. Wiemy tylko, że kierujemy się na 100% do Meksyku a później dalej jakoś tak, żeby dotrzeć do Argentyny.

    OdpowiedzUsuń
  7. GRATULACJE ;-)
    czyli plan już jest jak miło
    czekam na relacje

    OdpowiedzUsuń
  8. Akcenty psychologiczne są całkiem ciekawe ;) Czekam na relacje i umieram z ciekawości.a to: "To, co znajduje się po drodze, zwykle jest lepsze niż to, co się zaplanuje" jest najlepsze na świecie!

    OdpowiedzUsuń
  9. Super pomysł!:) Polecam poczytać trochę Wańkowicza, reportaże z Meksyku dają radę:)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Komantarzopisarze proszeni są o się podpisanie!

Popularne posty