Ardebil ist zo szun [z trasy]

Witam w kolejnym beznadziejnym poscie bez polskich znakow z cyklu "tak, Wojtek jeszcze zyje". A wiec: Wojtek jeszcze zyje, jest w Iranie. Od wczoraj gniezdzi sie u kierownika fabryki kluczy, ktory ma dom jak krol. Kierownik podwiozl go autem a potem zaprosil do siebie. Kierownik ma na imie Ali i mowi ajn bisien dojcz. Wojtek also szpricht ajn bisien dojcz. Ech, musze przypominac sobie, wygrzebywac resztki niemieckiego z liceum.

Teraz czesc misyjna. Mysleliscie, ze tylko telewizja publiczna ma misje? Nie, ja tez mam, tylko ja za te misje nie zbieram abonamentu radiowo-telewizyjnego. Otoz czesc misyjno-edukacyjna brzmi: dzieci drogie, uczcie sie jezykow! Jak nie macie motywacji, nie wiecie po co sie ich uczyc to ja Wam powiem - zeby jezdzic stopem! Podczas podrozy mej (na razie tydzien) uzywalem juz 4 jezykow: angielski (standard, znam na poziomie takim zeby nie wyjsc na kretyna), niemiecki (resztki z liceum: Kali mowic, Kali potrafic), ruski (ciut ciut nauczone w ostatnim roku: umiem powiedziec ile mam lat, ze jestem iz Polszy i takie tam) i nawet francuski (nie umiem prawie nic, ale umiem m.in. powiedziec ile mam lat i wlasnie o to zostalem raz zapytany ; ) ). Czyli tak serio to nie znam za bardzo jezykow :p. Take home message w kazdym razie jest taki, ze wystarczy chociaz troszke znac jakis jezyk i to juz baaaardzo pomaga. A koncowki, odmiany... Jak bardzo nie chcecie to sie nie uczcie, na autostop sie nie przyda ; ).

Pojechalem z Alim do Ardebil chociaz mialem jechac do Tabrizu. Ale to byl dobry wybor. Wypoczalem, zostalem srogo wykarmiony i wyspalem sie w lozku. Dzisiaj Ali wozil mnie po okolicy i zobaczylem rzeczy ktorych normallnie pewnie bym nie zobaczyl, m.in. wielblady (wiedzieliscie ze w Iranie sa wielblady? ja myslalem ze one zyja w Egipcie i amerykanskich filmach) i ludzi zyjacych w namiotach. Widzialem wioski z domamy lepionymi z gliny tudziez budowanych z cegly suszonej. Ogolnie hardo. No i widzialem piekne gory. Na prawde bylem zachwycony i stwierdzilem ze musze tam wrocic i zdobyc ichniejszy najwyzszy szczyt ktorego nazwy nie znam, ale ma jakies 4800 metrow. Ogolnie okolice gorskie przy Ardebil sa zachwycajacy i przywodza mi na mysl po trosze Kaukaz, po trosze Karpaty Wschodnie. Pustka, trawy i potega gor.

Ech. Jutro jade do Tabrizu, potem Teheran i dalej, dalej na podboj Persji! Bywajcie Drodzy Czytelnicy!

Komentarze

  1. Tak czytam i czytam Twojego bloga i nie mogę przestać się wkurzać na złośliwość losu, że nie poznałam Cię osobiście. Chyba będę od października zmuszona kręcić się w okolicy Wydziału Fizyki UJ:0

    OdpowiedzUsuń
  2. W Tabrizie polecam udać się do inf. turystycznej przy Bazarze (ul. Ferdousi) i pytac o Nasera, taki przyjemnie wygladajacy pan. Mowi plynnie po angielsku, niemiecku, wlosku, francusku, hiszpansku i troche po polsku ;) bardzo pomocny we wszystkim!

    OdpowiedzUsuń
  3. No jasna sprawa ze bylem u Nassera, tak jak zreszta i w zeszlym roku!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Komantarzopisarze proszeni są o się podpisanie!

Popularne posty