Dlaczego należy jeździć na Mazury we wrześniu?

Dziś Drogi Czytelniku mam zamiar Cię przekonać, że najlepiej jeździć jest na Mazury jesienią, we wrześniu. Ba, dokładniej to w drugiej połowie tego miesiąca. Tak w ogóle to wpis ten ma konotacje żeglowne i w takim kontekście należy me złote rady rozumieć. Otóż wybraliśmy się z kolegą Tomaszem na rejs mazurski w dniach 19-28 września iśmy są z tego zadowoleni że hej (a raczej ahoj czy coś).



Zaobserwowaliśmy na własne oczy szereg powodów dla których druga połowa września to najlepszy termin na rejs:
  1. Nie ma ludzi (+ wszystkie zalety, które się z tym wiążą, a których jest po prostu mnóstwo)! Tzn. ludzie są, ale w ilościach znikomych. Można zaznać trochę dzikiej przyrody a nie tylko dzikiego jazgotów dzieci i młodzieży. Można zobaczyć takie niespotykane widoki jak puste jeziora, puste porty... Można zaznać świętego spokoju podróżowania jachtem od jeziora do jeziora, skupić się na podziwianiu krajobrazów a nie na wymijaniu innych jachtów.
  2. Czartery jachtów są 2-3 razy tańsze niż w sezonie. Jak się dobrze poszuka można znaleźć na prawdę rewelacyjne oferty (patrz niżej).
  3. Pogoda nie jest zła.Tzn. no wiem, że mieliśmy szczęście, że nie padało, ale nie tylko o to chodzi. We wrześniu jest z jednej strony jeszcze ciepło, z drugiej zaś są lepsze wiatry niż w lipcu i sierpniu (mieliśmy 4 dni raczej słabych, jedynkowych wiatrów i 6 dni dobrych, 2-3 w skali B.). Ponadto wrzesień nie jest tak burzowy jak miesiące letnie.
  4. Ogólnie jest taniej: na zwykle płatnych bindugach nie ma już ludzi zbierających kasę za cumowanie (podobno zazwyczaj ich umowy na dzierżawę wygasają z 15 września). Także w portach zdarza się, że nikt nie interesuje się wpływającymi z rzadka jachtami (w Giżycku i w Mikołajkach tak właśnie było).
  5. Zachody słońca są ładniejsze moim skromnym zdaniem. W ogóle ładniej jest: w krajobrazie do granatowego jeziora, błękitnego nieba z białymi chmurami i zielonych drzew dochodzą jeszcze żółte i czerwone jesienne liście dla kontrastu, przełamując przełamując przytłaczającą większość zimnych barw. Cudnie jest : )
Parę chwil po zachodzie słońca nad Jeziorem Nidzkim

No ale dobrze: jak to było w naszym przypadku? Taki szerszy opis troszkę będzie, żeby jak ktoś nie pływał nigdy a popływać kiedyś chciał to aby o tym wyobrażenie miał (hej).

Załoga
Załogę stanowiło
dwóch nieogolonych facetów:







czyli poczynając od lewej Tomasz i Wojtek (ja czyli). Tomasz (na zdjęciu łapie łabędzia na lasso) był pierwszym oficerem (jeśli akurat podawał mi mapę), drugim oficerem (jeśli akurat robił kanapki) lub załogantem (jeśli akurat wybierał szoty) natomiast ja byłem kapitanem ; ). Dwie osoby to raczej zupełnie wystarczająca ilość by prowadzić dowolny jednomasztowy jacht na Mazurach. Podział można poczynić następująco: jedna osoba dowodzi a druga wykonuje jej rozkazy. A tak poważnie to 2 osoby wystarczają do przybicia do portu, odbicia od portu, złożenia masztu, płynięcia - bez problemu. Zwykle pływałem na rejsach w 5-6 osobowym składzie i muszę przyznać, że 2-osobowy bardzo przypadł mi do gustu.


Jacht
Znaleźliśmy chyba najlepszą z możliwych ofert - wypożyczyliśmy Sportinę 680 za 60zł za dobę (!). Jacht sprawował się świetnie. Co prawda osprzęt pozostawiał wiele do rzeczenia - nie tyle że był jakiś stary czy coś, tylko po prostu knagi zaciskowe dla fałów to dość idiotyczny pomysł - przy większym wietrze żagle się przez to lekko osuwają. Na szczęście była jedna duża porządna zwykła knaga do której po kilku dniach (kiedy zaczynało bardziej wiać) zaczęliśmy owe fały przymocowywać. Trzeba jednak przyznać, że jacht miał kabestany firmy Lewmar. A Lewmar to wiadomo - dobra firma!



Zresztą - osprzęt to już sprawa wykończenia, natomiast sama konstrukcja jachtu wydaje mi się bardzo dobra. Łódź jest zwrotna, szybka i dynamiczna (łatwo nabiera prędkości). Mimo że jest w zasadzie niewielka (ma 24 metry żagla) i pomimo że większość napotkanych na jeziorze jachtów miało więcej żagla (jako że nawet duże jachty we wrześniu są stosunkowo tanie ludzie wolą brać większe) to i tak zazwyczaj wyprzedzaliśmy wszystkich na jeziorze (jeżeli w ogóle ktoś na nim był). Przy słabych wiatrach wypracowaliśmy za to system miar prędkości jachtu: w kaczkach (prędkość 1 kaczki, prędkość 2.5 kilokaczek itp.), w mewach lecących i w jeżach mechanicznych. Najwięcej przyjemności nasza Sportina sprawiła nam przedostatniego dnia kiedy po nocy ogniskowej z czwórką krakowskich studentów spaliśmy dość mocno. Rano, gdy nasi towarzysze już wypływali na swojej Sasance o nazwie "Swoja" my jeszcze kończyliśmy śniadanie. Wypłynęliśmy gdy byli już w połowie Jeziora Bocznego (a staliśmy na jego początku, na przeciwko Rydzewa). Nie dość, że szybko dogoniliśmy "Swoją", to jeszcze zrobiliśmy trzy kółka dookoła niej i popłynęliśmy dalej. Tak. Ale nasz jacht nie miał nazwy, co jest zdecydowanie wadą. Roboczo nazwaliśmy go za radą pierwszego oficera "Kupa na falach".

Cumowanie przy resztkach pomostu na Jeziorze Jagodnym
Trasa (i w ogóle)
W ciągu 10 dni przepłynęliśmy Mazury z południa na północ i z powrotem. Zaczęliśmy w Rynie (po prawej zamieszczam mapkę coby nie gadoć po próżnicy - hej - kliknij tam na nią to się weźmie i powiększy), skąd pierwszego dnia zapłynęliśmy za Mikołajki. Następna noc to Ruciane Nida, potem wpłynęliśmy na Jezioro Nidzkie gdzie zatrzymaliśmy się w pobliżu tzw. Czapli gdzie popływałem sobie przy zachodzie słońca w jeziorze (och, ach). Czwartego dnia zapłynęliśmy w okolice Kamienia na Bełdanach gdzie trafiliśmy na (już bez)płatną ładną bindugę z długim pomostem do którego można było się przycumować longsajdem.
Binduga na przeciwko Kamienia i leżący Tomasz
Resztki pomostu, Jezioro Jagodne
Dalej skierowaliśmy się na kanały w stronę Giżycka i noc zastała nas już na Jagodnym. Tego dnia zaczęło wreszcie konkretnie wiać, jednak żeglowanie skutecznie spowolniły nam dwa wypadki: na Tałtach zerwał się achtersztag a za czterema kanałami zapomniałem zakręcić dopływu paliwa do silnika i przechyliłem go. Silnik się trochę zalał - na szczęście nie w trupa. Udało nam się go zreanimować (dzięki wnikliwej analizie układu silnika przez Tomasza), więc mogę Wam teraz powiedzieć co należy zrobić. Otóż po pierwsze należy próbować odpalić silnik z zakręconym paliwem: gdy je odkręcicie paliwa jest za dużo by je spalić, więc silnik nie odpala, tylko się krztusi. Jak już odpalimy należy spróbować parę razy już z odkręconym paliwem. Prawdopodobnie nie będzie działał poprawnie (pamiętajcie, że te silniki chłodzą się wodą, jeśli z działającego silnika po chwili nie zacznie lecieć woda to lepiej go wyłącznie jeśli nie chcecie oprócz paliwa spalić także motoru). Wtedy należy czekać bojąc się i trwożąc że spaliliśmy wirnik pompujący wodę. W tym czasie, jeśli akurat jesteście w tym samym miejscu co my byliśmy, możecie pokontemplować resztki pomostu. Po jakimś czasie silnik powinien zacząć znowu działać^^. Tak.  W międzyczasie odkręciła nam się wajcha od silnika, więc szóstego dnia stanęliśmy w Giżycku żeby zakupić odpowiednią śrubę (stara wpadła do wody), po czym odpłynęliśmy dalej kończąc ten dzień w Sosnówce, gdzie następnego dnia oglądaliśmy hitlerowskie bunkry (jasne, że za darmo).

Podpis na zdjęciu
 W niedzielę przycumowaliśmy przed południem do kei ZHP w Węgorzewie, umyliśmy się pod prysznicem, powędrowaliśmy do kościoła po czym zjedliśmy obiad w BARZE VEGAS (oferującym kuchnię polską, kanapki greckie i turecki kebab - cóż za multikulti!). Gdy wypłynęliśmy z Węgorzewa wiatr się skończył był, udało nam się zapłynąć na Jezioro Dargin, które przyszło nam przepłynąć na silniku żeby zatrzymać się na noc na Królewskim Rogu. Rano, ósmego dnia, wpłynęliśmy na Jezioro Dobskie by zobaczyć  Wyspę Kormoranów z uschniętymi drzewami i skierowaliśmy się prosto na południe gdzie zatrzymaliśmy się na początku Jeziora Bocznego (gdzie też spotkaliśmy opisaną już "Swoją"). Dziewiątego dnia kontynuowaliśmy powrót do Rynu, ale zahaczyliśmy jeszcze o Śniardwy - największe jezioro w Polsce - gdzie z brzegu nie widać brzegu (tego drugiego).
No że niby to na Śniardwach to brzegu nie widać, jak na morzu
I zatrzymaliśmy się na nocleg tam, gdzie pierwszego dnia. Ostatniego dnia zahaczyliśmy jeszcze o Rybical (który pamiętam z dawnych lat) i oddaliśmy jacht w Rynie (no, nie oddaliśmy go tak łatwo - udało nam się namówić właściciela by pozwolił nam się przespać do następnego dnia kiedy to mamy pociąg).

Jedzenie
Risotto a'la Tomasz
Za pożywienie śniadaniowo-drugośniadaniowo-kolacjowe służyła nam głównie cebula. Do tego trochę konserwy, chleba, pomidora i sera. Ach no i marmolada twarda i margaryna. Natomiast za obiady służyła nam głównie cebula. Do tego trochę konserwy. Ach no i makaron czy ryż. Tzn. no wiecie, bierzemy konserwę, rozdrabniamy, dodajemy przecier pomidorowy, cebulę, czosnek, przyprawy, jak na bogato to i ser - obiad jak malowany! Raz Tomasz, w końcu kucharz, popisał się przygotowując risotto z tuńczykiem (i cebulą oczywiście). Bo cebula jest zdrowa. I pachnie.


Tak. A poza tym to widzieliśmy "Biegnącą po falach", puste jeziora, porty i w ogóle piękności same.

"Biegnąca po falach" na Bełdanach
Pusty port w Rynie

Jezioro Jagodne wieczorem


I chociaż czasem goniły nas łabędzie zdołaliśmy porządnie wypocząć:

















Tak. Mazury we wrześniu są super i w następnym roku chciałbym koniecznie w podobnej porze tam zawitać, hej! (czy tam tej czy tam ahoj)

Już kormorany odleciały stąd / Poszukać ciepłych stron ...
Dla zainteresowanych -> dodatek kulinarno-warzywny

Komentarze

  1. Wszystko pięknie i ładnie tylko to nie była "Bliska" tylko "Swoja" :] Za dużo masła jesz :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Żagle. Tak szczerze, to nie mam o nich zielonego (albo też bladego. Bladozielonego?) pojęcia. Ale w zniwelowaniu mojej niewiedzy w terminologii żeglarskiej, którą się posługujesz poprosiłam o pomoc wujka Google.:)Świetny wyjazd. Spot reklamowy pierwsza klasa! A czy ja dobrze słyszę, że, Drogi Wojtku, nie wymawiasz "r"? ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Na Mazury wystarczy się raz wybrać, a następnym razem już same nas ciągną. Nie sposób nie pojechać w kolejnym roku. Dlatego Ci "zazdraszczam" takiego wyjazdu. A jak widać ze zdjęć - wrzesień jest tam rzeczywiście urokliwy. No i ten brak ludzi... Fantastyczne!

    OdpowiedzUsuń
  4. "Wszystko pięknie i ładnie tylko to nie była "Bliska" tylko "Swoja" :] Za dużo masła jesz :P "
    Dobra tego tam, już poprawiłem. A to Ty kroisz masło plastrami łobuzie!

    "A czy ja dobrze słyszę, że, Drogi Wojtku, nie wymawiasz "r"? ;-) "
    rrrrrrrr!!!!
    A tak w ogole to wolałbym wiedzieć kto mi mówi per Drogi Wojtku, Anonimowi komentarzopisarze!

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękna joga ławeczkowa! Argh, cudnie wam było. Fajno fajno :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetna fotka jeziora! Ciekawy blog,
    pozdrawiam z Gdyni :)
    http://guidegdansk.blogspot.com/

    Ola

    OdpowiedzUsuń
  7. mi by brakowało możliwości kąpieli we wrześniu... i te wrześnie takie kapryśne pogodowo są... ale fakt faktem - na pewno nie ma tłumów :) i można wypocząć na spokojnie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zdjęcie zrobione przez was Biegnącej Po Falach to załoga z Golubia-Dobrzynia i Warszawy
    co roku staramy się we wrześniu popływać gorąco polecam i POZDRAWIM
    Ps. lepszego terminu nie ma Ciszaaaaaaaa

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja na Mazurach spędzałbym najchętniej każdą wolną chwilę. Jako fan żeglarstwa zawsze staram się wykorzystać w pełni moje mazurskie wakacje, niestety są one dla mnie stanowczo za krótkie;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Komantarzopisarze proszeni są o się podpisanie!

Popularne posty