Teheran


Zbieram się
Rano, zanim zebrałem się na wyjazd do Teheranu, Hamed zdążył mnie trochę powypytywać o ideę mechaniki kwantowej i zgrać mi dwa nielegalne filmy, które zresztą bardzo polecam (szczególnie pierwszy): Prostitution behind the vail oraz Four wives one man. Znajdziecie je w necie z łatwością (a ściągać je można zupełnie legalnie, są udostępniane przez autorów z tego co wiem). Drugi z nich - jak można się domyśleć - pokazuje życie mężczyzny posiadającego cztery żony. Pierwszy zaś ujawnia w jaki sposób, pod płaszczykiem legalności i religijności, działa prostytucja w Iranie. Film zrealizowany przez Irankę, która wyemigrowała do Szwecji, kręcony w dużej mierze ukrytą kamerą, dokument. Chwilami dość wstrząsający. Nie tyle scenami, ale faktami, jakie ujawnia.

Pan produkujący jedzonko w postaci rozgniecionego jajka, pomidora i ziemniaka, posolonego i przyprawionego oraz zawiniętego w naleśnik

Autostop w Iranie
Udało mi się wszelako jakoś po południu stanąć na wylotówce na Teheran. Tutaj może parę słów o łapaniu stopa w Iranie. Otóż efektywnie jest to zadanie dość proste, jako że stopa łapie się relatywnie szybko. Może nie tak jak w Gruzji (10-20min) czy w szwajcarskich wioskach (w Turgi 5 minut to maks), bo tutaj ludzie najczęściej nie wiedzą o co nam chodzi, ale jednak dość szybko(zwykle 15-30minut, chociaż zdarza się i 0 minut i 60 minut, raczej nie więcej). Nie mniej należy tu wspomnieć o paru detalach. Po pierwsze właśnie nie tylko kierowcy, ale i przechodnie nie wiedzą o co nam chodzi. I wcale się z tym nie kryją, przeciwnie, przychodzą i pouczają nas co mamy zrobić. Wskazują w stronę centrum i tłumaczą gdzie jest dworzec. To bywa dość uciążliwe, szczególnie jak tacy ludzie zaczną przychodzić jeden po drugim. Albo jak zatrzyma się samochód, przyblokuje ruch i zacznie nam to samo tłumaczyć. No dobra, nie jest tak, że tak się dzieje non stop, ale zdaża się to dość często. Tacy ludzie bywają trudni do spławienia, jako że najczęściej nie znają języków obcych (jak ktoś zna, to najczęściej wie o co chodzi z autostopem). W każdym razie istnieje pewne usprawnienie spławiania ich: otóż nie należy mówić do nich po angielsku. Co prawda nie znają tego języka, ale siłą rzeczy zawsze kojarzą parę słów z nielegalnie oglądanych na satelicie filmów albo z nielegalnie odblokowanych VPNem zachodnich stron internetowych. No więc zasłyszą jakieś słowo, zrozumieją i wydaje im się, że jest kontakt. Więc nie, należy mówić do nich po polsku. Wtedy patrzą na nas jak na idiotę i szybciej odchodzą (są oczywiście przypadki specjalne na które nic nie działa i trzeba odczekać swoje).

Mój boski dżolo-kierowca
Jadę
Stopa do Teheranu akurat łapałem dość długo jak na Iran, około godziny. Nagle jednak fortuna uśmiechnęła się do mnie i najpierw z pobliskiej kawiarni przybiegł posłaniec aby przynieść mi herbatę i ciasteczka jako poczęstunek dla strudzonego podróżnika, a po chwili zatrzymał się samochód który zabrał mnie do samej stolicy (a jest to droga niekrótka, ponad 600km). Mój kierowca wracał z Urmii i jechał aż do Mashhadu (jakieś 1700km) zatrzymując się po drodze w Teheranie.  Młody miał nówkę Sapię (nie-za-wysokiej klasy samochód produkcji irańskiej) w której miał jakiś mikroskopijny zbiornik na gaz (zdaje się 6kg) w związku z czym co chwilę stawaliśmy w długaśnych kolejkach na stacjach gazowych. Po drodze jeszcze wpadliśmy do jego kolegi w Zanjan, posiedzieliśmy w domu z rodziną na mięciuchnych perskich dywanach sącząc herbatki, zjedliśmy na mieście "coś" (patrz obrazek wyżej) i już po trzech godzinach ruszyliśmy dalej. Do Teheranu trafiliśmy o 2 w nocy a ja kazałem się wysadzić koło jakiegoś parku w centrum. Kiepsko jednak wybrałem, bo był to jeden z niewielu parków, w którym nie można było rozkładać namiotów (co się czasem zdaża parkom w ścisłym centrum, z pałacem itp.). W parku tym zresztą trwało życie nocne. Bo życie w Iranie w lecie toczy się w nocy, jako że w dzień się nie da. W związku z tym przez życie nocne nie rozumiem tylko wyrośniętych chłopów gaworzących na ławkach, ale także matki z małymi dziećmi spacerujące po alejkach czy nieco większe pacholęta uganiające się za piłką. O 2 czy 3 w nocy. Przeszedłem się kawałek, znalazłem inny malutki park (już bez młodych piłkarzy), a że zbliżał się poranek przespałem się parę godzin na ławce nie rozkładając namiotu. Rano przejechałem się metrem w okolice placu Imama Chomeiniego, siadłem w innym parku (tym razem dużym, taa, tam to by się spało!), zakupiłem jakieś jedzenie (klasyka: chleb, ser, pomidory, woda) i jąłem spożywać. Jak możecie się domyślać: 1. nie byłem w humorze po nieprzespanej nocy, 2. nie mogłem również siedzieć sam na ławce, bo byłem w Iranie. Tak. Po chwili dosiadł się jakiś nawiedzony młody człowiek, mówiący zresztą po angielsku, i zaczął mi opowiadać niestworzone rzeczy. Nie pamiętam dokładnie co, bo spałem jakieś 2 godziny na niewygodnej i za krótkiej ławce i już nawet nie usiłowałem go słuchać ani sprawiać dobrego wrażenia, o nie, raczej dawałem mu do zrozumienia, że mógłby już pójść. Nie zrozumcie mnie źle, ja uważam osobiście (jako swój własny zwolennik i mentor), że Irańczycy są strasznie fajni, niebywale uprzejmi i grzeczni, a jednocześnie niewiarygodnie otwarci i gotowi do pomocy. Fantastyczni ludzie, naprawdę. Ale czasem trafiają się tacy agenci, że no nie jest łatwo. Okropnie długo zajęło mu zrozumienie tego. Ale ostrzegł mnie przed gejami, w sensie że dużo ich jest (oczywiście jak Państwo z pewnością wiedzą w Iranie nie ma gejów, bo tak powiedział prezydent Ahmedinedżad).

Zwiedzanie!

Po pożywnym śniadaniu zwiedziłem: dwa muzea (archeologiczne i jakieś takie z naczyniami) i obejrzałem mur byłej ambasady USA. W tym archeologicznym jest dużo sprzętu obłupanego z Persepolis, warto iść. To z naczyniami, znaczy się ceramiki, mieści się przede wszystkim w uroczym XIX-wiecznym budynku. A kolekcja - wbrew mało zachęcającej nazwie - naprawdę (vraiment!) robi wrażenie. Pójdźcie. W Teheranie jest jeszcze nie jedno ciekawe muzeum, np. biżuterii z jakimś gigantycznym diamentem czy też dywanów muzeum albo muzeum bojowników rewolucji czy jakoś tak. Do tego ostatniego nawet chciałem iść, ale było zamknięte. Co do byłej ambasady USA to obecnie mieści się tam zdaje się siedziba Strażników Rewolucji i nie można robić zdjęć. Zrobiłem więc kilka zdjęć i pojechałem dalej.
USA, Żydzi, zło i szatan

Znaj język wroga!
Tam mieszkają rowery
Tzn. dokładnie to było tak, że gdy wyszedłem z metra na powierzchnie i ukazał mi się mur ambasady z tymi ich pięknymi propagandowymi muralami i tylko położyłem rękę na pokrowcu aparatu podszedł do mnie uśmiechnięty młody człowiek i powiedział, że noł maj frend, dont tejk foto hir, ic military area. Poszedłem więc na drugą stronę ulicy, usiadłem na schodkach jakiegoś budynku i korzystając z fantastycznej funkcji mojego aparaciku jaką jest ruchomy ekranik zrobiłem kilka zdjęć udając, że tylko oglądam. Tak. Jestem fajny. Po drodze widziałem również kapitalny stojak na rowery (patrz obrazki, widzicie, w Europie jeszcze nikt na to nie wpadł był!). Wróciłem meterkiem w okolice placu imama i przeszedłem się do wspaniałego Golestan Palace, czyli Pałac Różany czy jakoś tak. Była rezydencja szacha, która mieści obecnie cała seria muzeów, które jedno po drugim zwiedziłem. Całkiem ciekawe. W szczególności galeryjka z fotografiami z XIX wieku. A w jednym z budynków są też zdjęcia rezydencji szacha i jest m.in. zdjęcie Łazienek naszych, polskich, warszawskich i... i ja nie wiem właściwie dlaczego. Czy nam o czymś nie wspominają na historii? Charakterystyczne dla pałacu są sale lustrzane. Uważa się je tam za największy przepych, szpan i elegancje, a jak widać na zdjęciach - przy naszym pojmowaniu estetyki to straszna chała i kicz. No ale cóż, co kraj to spraj. Oprócz tej sali lustrzanej na zdjęciu poniżej jest jeszcze taka dużo większa, ale tam nie można robić zdjęć. Siedzi pan i pilnuje. Sam pałac oczywiście oprócz tych lusterek zupełnie schludny, w środku oczywiście zabudowań pokaźny ogród i stawiki z wodą. Nie mogło też zabraknąć czajowni w piwniczce, przemiła atmosfera i odmiana od 45 stopniowego upału.

A czy Ty masz już oficjalną licencję ministerstwa kultury i przywództwa religijnego?
Sala zatwierdzona przez Ministerstwo Dziadostwa i Totalnej Wiochy
Pałac

Kapela, wiek XIX, Persja
Tyle, jeden dzień to i tak za długo na siedzenie w upalnym lipcu w tym upalnym, spowitym smogiem i hałaśliwym mieście zamieszkiwanym przez 15 milionów ludzi. No, coś jak Warszawa, tylko 10 razy większe. Ale ma lepsze metro. Następnym miejscem które chciałem odwiedzić to Qom, oddalone zaledwie jakieś 130km od Teheranu (w irańskich standardach to naprawdę mało, zwykle pokonywałem odległości rzędu 400-800km między miastami). Jako że wydostawanie się z 15-milionowego miasta mogło pochłonąć ilość czasu niewspółmiernie dużą do kosztu autobusu na 130km zdecydowałem się na autobus (gwoli usprawiedliwienia mojego autostopowego honoru: w ciągu całej podróży zdecydowałem się na autobus w sumie dwa razy, drugi raz to była jeszcze krótsza traska i... nooo ale o tym później). Autobus miał kosztować dolara, ale kosztował 2.5$ (zdzierstwo), chyba dlatego że nie dość że wpakowałem się w jakiś luksusowy autobus to jeszcze następnego dnia było wielkie święto, urodziny 12tego imama. A Qom święte miasto w Iranie. Święte miasto szyitów w ogóle, zaraz po Meszhedzie. To tak jakbym jechał w Wielkanoc do Rzymu albo nawet Jerozolimy. Genialny pomysł, nie ma co. No i pojechałem!

Teheran ze swoim smogiem machają Wam łapką!

Komentarze

  1. Hej, Jak mozna rozpoznac w ktorym parku mozna sapc a w ktorym nie mozna ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No... szóstym zmysłem autostopowicza :D?

      Usuń

Prześlij komentarz

Komantarzopisarze proszeni są o się podpisanie!

Popularne posty