Sa takie chwile, czyli kawiarnia w Karakol [z trasy]

Po przeszlo trzech tygodniach podrozy czlowiek czasem chcialby nieco odpoczac. Sa takie chwile w zyciu podrozujacego, ze pragnie z serca calego jakiegos kontaktu ze swa cywilizacja. Np. zjesc cokolwiek, co nie jest baranina itp.

Zacznijmy od tego, ze na wschod od Buga wszystko co ma w swej nazwie CAFE tudziez KOFE jest po prostu mala restauracja. W szczegolnosci w Kirgistanie w takich miejscach mozna zjesc najrozniejsze (czyli tak ze dwie, bo reszty juz/jeszcze/po prostu nie ma) potrawy z baraniny, napic sie herbaty. A gdy ktos nieswiadomy zamowi kawe czeka go w najlepszym razie jakies neskafe 3w1 czy podobne swinstwo funkcjonujace mylaco pod nazwa szlachetniejszego napoju. No wiec wchodze do przybytku o nazwie Karakol Kofe/Karakol Coffee (idac ulica Toktogul od Jakshilik Bazar w strone wylotu na Jeti Oguz, drugi budynek za skrzyzowaniem z Lenina, po lewej):


a tam kawiarnia! Prawdziwa! Taka wiecie, z kawa! Nie z neskafe czy innym rozpuszczalnym prochem, tylko najprawdziwsza, swiezomielona kawa! Do tego jeszcze parzona w cywilizowany sposob! Jest american, cappuchino, mocca, espresso, french press i w ogole co tam sobie chcecie (oprocz swiss, no ale wybaczmy)! Do tego skromne, ale schludne drewniane meble, ogolnie bialo-drewniany, elegancki wystroj, przyjemna muzyka (troche jazzu, troche ethno)... No zobacznie tylko:


Co, zwykla kawiarnia, tak? Tak, tylko musicie sobie zdac sprawe, ze kirgijski standard to plastikowa cerata w kwiaty, muchy i metalowe lawy, a nade wszystko muzyka disco rusko typu fotografia 9x12

Wlascicielka tego blogoslawionego przybytku jest Kirgizka, ktora mieszkala jakis czas w Stanach, po czym zdecydowala sie otworzyc tego typu biznes w Karakole (nalezy zaznaczyc, ze Karakol to miejsce z najwieksza po Biszkeku iloscia innostrancow jako ze to swietna baza wypadowa w Tienszan). Jak mowi, klienci Karakol Caffee to glownie turysci. Rzeczywiscie, podczas moich odwiedzin byla tam jeszcza australijska rodzina, ktora juz jakis czas mieszkala w Kirgistanie. Weszla tez dwojka miejscowych, ale zaraz wyszla, gdy sie przekonala, ze nie ma czewo pakuszac (i ze nie ma tu baraniny).

Wypilem wiec swoja mala francuska praske, zjadlem brownie, przejrzalem lezace na polce Lonely Planet Central Asia i poczulem sie tak dobrze : ). Nabralem nowych sil do zmagan z baranina i dalszego poznawania tego, co nowe. A tak w ogole to widzac ciezkie zycie Kirgizow uganiajacych sie konno po gorach za bydlem czlowiek zaczyna doceniac, ze zycie w miescie w sumie ma swoj urok. Ze jest woda w kranie (i to ciepla), ze jest kawa... I ze to romantycznie widziane "prawdziwe zycie w gorach" to na dluzsza mete cholerna monotonia. Ale odkrycie, co? No niby zadne, ale jakos dopiero teraz to do mnie tak dotarlo-dotarlo. Ale oczywiscie najbardziej rewelacyjne jest to, ze w dzisiejszych czasach mozna z taka latwoscia wyjechac z tego miasta wlasciwie gdzie sie chce. Patrzec na NOWE, podziwiac NOWE, ... jesc i pic NOWE i... czasem nagle trafic na SWOJE, na Karakol Coffee i przez chwile poczuc sie jak w swoim cywilizacyjnym domu.

Na koniec jeszcze z dedykacja dla wszystkich milosnikow kawy:


PS   Oddajac sprawiedliwosc komu trzeba nalezy tu dodac, ze w sprawach kawy jestem swego rodzaju neofita. Moja milosc do kawy zakielkowala w zeszlym roku kiedy jako kawowy barbarzynca poznalem zalety prostego urzadzenia jakim jest filtr. Nastepnie zas przebywajac 5 miesiecy w Szwajcarii mialem dosc czasu by przekonac sie, ze nie ma nic lepszego nad chicco d'oro (kawa z Ticino) z mokki z dobra, tlusta smietanka i:

1) wersja poobiednia - trzy grube kostki Caillera
2) wersja sniadaniowa (tu moze byc bez smietany) - jajecznica na szparagach (czyli ze bierzemy zielone cienkie szparagi, obgotowujemy 4-5 minut, podsmazamy na oliwie, wbijamy jajka ze 2-3, solimy, pieprzymy, opcjonalnie bazyliujemy itp., mieszamy, kladziemy na talez i posypujemy gruyère rapé - voila!)

PS2 Oddajac sprawiedliwosc komu trzeba nalezy dodac jeszcze jedno. Teraz odwrotnie: sprobojcie znalezc w szwajcarskim sklepie dobra herbate. Powodzenia! Za to tu na wschodzie - bajka! Nawet w tak bliskim kraju jak Bialorus: w sklepach moze pustawo na pierwszy rzut oka, ale jaki wybor herbaty!


Ech, te male szczescia : )

Komentarze

  1. Nie pijam kawy, ale uwielbiam jej zapach i takie miejsca :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nienajgorszą herbatę w Szwajcarii można znaleźć w tureckich sklepach (sieć ALima np.), których brakuje mi w Polsce :) chociażby ze względu na pyszny ryż basmati, bulgur i inne cuda, które u nas są cholernie drogie i niedostępne w takim asortymencie. Pozdrawiam i życzę powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  3. Rewelacyjny blog, będę zaglądał zdecydowanie częściej!

    lipoooo.blogspot.com - zwiedzić świat za darmo..

    OdpowiedzUsuń
  4. UWAGA!!! KOMUNIKAT z OSTATNIEJ CHWILI!

    Chińskie kanały informacyjne donoszą, że Wojtek żyje, ma się dobrze a "blog w chinach zablokowany i cisza bedzie az do Almy Aty w Kazachstanie ; )"

    Poza tym Wojtek pozdrawia, macha łapką i takie tam ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dobrze czytać taką wieść.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziękujemy za wiadomość!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Już się poważnie martwiłem, dzięki za informację!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Komantarzopisarze proszeni są o się podpisanie!

Popularne posty