Anatomia Tytusa

trasa: 2km
środek transportu: rower
koszt: 15zł

-/--/--/--/--/--/--/--/--/--/--/--/--/--/--/--/--/--/--/--/--/--/--/--/--/--/--/--/--/--/--/--/--/--/--/--/-

Jedna z moich ulubionych wycieczek po Krakowie.

Dajmy na to, że minęła właśnie środa z czwartkiem, czyli dni niełatwe. Wracasz do domu, jesteś zmęczony, po drodze kupujesz warzywa pod halą targową, dusisz paprykę, pomidory i cebulę. Robi się ciemno, w końcu jest październik.


Wsiadam na rower 15 minut przed rozpoczęciem, w końcu to tylko 2km. Jadę przez Limanowskiego: albo skracam przez Lwowską, albo na skrzyżowaniu z Na Zjeździe wskakuję na chwilę na chodnik żeby ominąć światła. Dalej Most Powstańców, na którym wyprzedzam sznurek samochodów, jadąc między szynami tramwajowymi. Przecinam pogrążoną w mroku brudnych kamienic Starowiślną, dojeżdżam do skrzyżowania z Dietla, gdzie są te światła specjalnie dla rowerów. Zielone zapala się tylko na ułamek sekundy, więc czasem je przegapiam. Bo się zapatrzę.


Jakieś 6 minut do ostatniego dzwonka mam w ręce wejściówkę. 15zł, czyli z grubsza połowę mniej niż bilet studencki. Zostawiam kurtkę w szatni, a szatniarz jest zawsze tak samo miły. Jest czwartek, więc jeśli (uchowaj Panie) nie ma żadnej wycieczki szkolnej, to wolnych miejsc jest aż nadto. I bardzo często wystarczająco, by usiąść w pierwszym rzędzie i być z aktorem twarzą w twarz. Bo scena niska. Scena Kameralna Teatru Starego.


Lubię to, że reżyserowie decydują się zaczynać spektakl wcześniej. Ludzie jeszcze wchodzą, szukają swoich miejsc, pojedyncze rozmowy pacykują pogrążoną w półmroku przestrzeń sali, młodsi czekają pod ścianami, by z ostatnim dzwonkiem rzucić się na wolne miejsca (wszystko co należy zrobić, to nie czekać i usiąść od razu w środku pierwszego rzędu). A więc wszystko jeszcze drga, wszystkie te techniczne czynności: siadanie, czyszczenie nosa, wyłączanie komórek, szukanie, gapienie i przegapianie toczą się swoim torem, ale scena już oświetlona, a z głośników toczy się muzyka. Wszystko jeszcze toczy się swoim torem, ludzie dalej mają twarze wymalowane radością widząc znajomych, twarze wymalowane niczym nie widząc nic szczególnego, a jednak wkrada się na nie jakaś niepewność związana z tym, że znajdujemy się właśnie na granicy światów.


Lubię to, że Wojtek Klemm robi spektakle absorbujące. Jak Piekarnia, której nie można się oprzeć i w której zanurzamy się i stajemy zaraz obok Niobe Queck. Anatomia Tytusa też pochłania całkiem nieźle, jak pewnie wszystkie sztuki stojące na jakimś dobrym poziomie (choć ta z pewnością nie jest wybitna, na pewno zaś porządna). Na początku Klemm wypuszcza na scenę  całą grupę nagich aktorów, co wróży brak pomysłu. Ale pomysł jest, niezgorszy, a nagość jest zupełnie nieźle uzasadniona. Nagi jest stary Jan Peszek, naga jest śliczna Paulina Puślednik. W majtkach jest Wiktor Loga-Skarczewski, świetny w roli Steviego w Koprofagach, a w swoich rolach zawsze do siebie podobny. Jest też (również na początku nagi) Marcin Kalisz, który - tym razem nie na pierwszym planie - genialnie odgrywa gościa obserwującego upadek Rzymu przeżuwając kanapkę.


źródło: gazeta.pl


Bardzo to lubię, jest mi tam niemal swojsko. Jakby było bliżej, to poszedłbym w kapciach. Lubię wsiąść na rower, a za 15 minut usiąść w pierwszym rzędzie i zanurzyć się w spektakl. Patrzeć, wąchać, słuchać, odczuwać falę powietrza wzbudzane przez ruchy aktorów. Zabrzmi to jak tani sentymentalizm, ale są to rzeczy, których nie przekaże ekran laptopa czy najnowszego nawet ipoda. I bardzo to wszystko piękne.


Dodatkowo nie tylko spektakl, ale i widownia stanowi dla mnie inny świat. Siadam w jednym rzędzie z ludźmi, którzy ubierają się, pachną, czeszą, patrzą, mówią i uśmiechają się zupełnie inaczej niż ci, których widzę na co dzień. Mam więc spektakl na scenie i za plecami. Bo w filharmonii spotka się jeszcze od czasu do czasu fizyka, ale w teatrze jakoś mi się nie zdarzyło. To właściwie dziwne, bo wydaje mi się, że najważniejszą cechą zarówno fizyka jak i dramatopisarza jest ta sama umiejętność: umiejętność zadawania pytań.


A propos zadawania pytań. Anatomia Tytusa nie jest zła, ale jak ktoś by chciał zapoznać się z naprawdę świetną sztuką w tym sensie, że polegającą stricte na zadawaniu pytań, to obecnie w repertuarze są Iluzje Wyrypajewa.


Komentarze

  1. rowerem po chodniku, no wiesz co!

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak rzadko się słyszy, żeby ktoś regularnie chodził do teatru. Trzeba się przyznać, że i ja nie spędzam czasu na tego typu przekazie kulturowym ale doceniam rolę teatru w życiu człowieka. W końcu całe nasze życie nim jest.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Komantarzopisarze proszeni są o się podpisanie!

Popularne posty