Kaszgar. Co zostało z perły Jedwabnego Szlaku?

Kiedy robi się naprawdę ciekawie, Mawlana każe nam ściszać głos. Mówią, że "dwujęzyczna edukacja" to w rzeczywistości nauka tylko po chińsku. Że są obywatelami drugiej kategorii. Że zdarzają się już rodziny ujgurskie, które mówią w domu po chińsku. Bo tak bezpieczniej, bo tak łatwiej o karierę. Że przecież sam widzisz kto jeździ toyotą, a kto rozsypującym się elektrycznym motorem cargo. Mawlana w końcu zabrania im mówić dalej, a mi - pytać.

Niedaleko meczetu Id Kah

W Chinach zawsze brakowało mi możliwości pytania. Po pierwsze, to zazwyczaj nie miałem jak zapytać - bo nie mówiłę ani po chińsku, ani po ujgursku. A w Sinkjangu rzadko kto wychodzi poza te dwa języki. A po drugie, to jak już ktoś wychodzi - co zdarzało mi się dosłownie kilka razy - to nie chce słyszeć pytań. Nawet we własnej restauracji, do której nas zaprasza. Albo we własnym domu.

Fantasta jadący konno nad jezioro Kanas
W Kaszgarze dowiedziałem się, że jednak lubię miasta. Odczułem to po miesiącu spędzonym w Kirgistanie, w którym nie ma miast. Tzn. teoretycznie są, ale albo są brzydkie, betonowe, socjalistyczne i męczące jak Biszkek, albo są gigantyczną wioską, jak Osz. A Kaszgar... Kaszgar to klasa sama w sobie, miasto z charakterem. Spędziłem tam kilka dni wałęsając się bez większego celu po wąskich uliczkach, podgryzając grillowane tofu i bakalie. Nie grillowane. Leżałem sobie na dywanach na dziedzińcu hostelu (gdzie spałem: tzn. spałem właśnie na dziedzińcu) gadając lub grając na gitarach do późna z innymi włóczęgami. A zdarzali się tam prawdziwi włóczędzy. I koń.


Błąkałem się po tych uliczkach wchłaniając spokój i próbując niesłyszeć rozbrzmiewających wszędzie klaksonów. Bo przecież każdy ma ten elektryczny motor, a każdy elektryczny motor ma elektryczny klakson - to czemu by go nie użyć! Miałem też problem z wybraniem kasy z bankomatu do momentu zorientowania się, że cyfry na klawiaturze są ułożone odwrotnie niż u nas. I odwrotnie niż u nas najpierw wychodzi kasa, a potem karta. I odwrotnie niż u nas, oni gotują jajka w herbacie a piją wrzątek. Dziwny kraj. I jeszcze dodają do szaszłyka wątróbkę, no bez sensu ; ).

Pan szaszłykowy niedaleko hostelu. Pierwszego dnia kupiłem u niego szaszłyk i potem już zawsze się do mnie cieszył. Nie no to są bogowie marketingu, u nas to pod halą targową mi ostatnio gość zmierzył mnie gniewnie wzrokiem i powiedział, że jak chcę sam wybierać sobie pomidory to powinienem zmienić stanowisko. I to już nie był bóg marketingu.
Kaszgar jest więc tym relatywnie spokojnym miastem, gdzie handluje się szaszłykiem, jadłem wszelkim i bakalią, baranem i innym zwierzęciem, jest gigantyczny bazar i trochę zabytków, większość z nich jest zaś sukcesywnie niszczona. Chińczycy co prawda zorientowali się, że ta całą turystyka to niezły biznes (o czym przekonacie się kupując dowolny bilet w Chinach) i wydzielili część miasta na turystyczną atrakcję, odnawiając nieco gliniane mury, jednak całą reszta jest sukcesywnie niszczona, a w jej miejsce powstają szklane biurowce i betonowe bloki zasiedlane przez Chińczyków Han, których w latach 40' było w Sinkjangu 5%, a teraz jest już 40%.

Jedź, póki jest (1)

Jedź, póki jest (2)

Jedź, póki jest (3)
Kaszgar, perła Jedwabnego Szlaku. Gliniane mury, drewniane balustrady. Jechać, póki jest jeszcze co zobaczyć, bo historycznych budynków ubywa. Najbardziej w centrum, w starym mieście - powiedzieli byśmy. Ale nie tylko tam są kręte uliczki glinianych murów. Kiedy przejdzie się za pierścień nowej chińskiej architektury, na obrzeżach miasta znów trafiamy na tradycyjne ujgurskie zabudowania. I to znacznie spokojniejsze niż w centrum. Można krążyć, rozglądać się, przysiąść, obserwować, kupić chleb albo orzechy albo napić się herbaty i tak przez tydzień.

Puk puk

...

Zaparkuj motor
Zaparkuj osła

Zapoluj na baranka
Nowy i stary Kaszgar
Jest więc Kaszgar nowy i stary, a jeden z drugim bardzo pomieszany. Pomieszana architektura, ludność, języki i historia. Problemy. Ale i piękne zwykłe sceny. Jak sklepikarz zmęczony handlem, ludzie zebrani na ulicy wieczorem oglądając razem telewizję, czy piekarz łowiący chleb w piecu. Czy nocny bazar, o którym film już umieszczałem.

Handel nie zawsze fascynuje

Kino

Łowienie chleba

Łowienie chleba (2)

Nocny bazar

Nocny bazar (2)
Podkuwanie osła

Dzieci
-> Więcej zdjęć

Komentarze

  1. u nas raczej najpierw wychodzi karta - to jest chyba celowe, żeby ludzie nie zostawiali kart :P

    OdpowiedzUsuń
  2. tak, pomyłka była, już poprawiłem : ]

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Komantarzopisarze proszeni są o się podpisanie!

Popularne posty