Rowerem po mieście - analiza niezwykle merytoryczna

Trwa już tegoroczne Święto Cykliczne, już w niedzielę jego finał. Trwa też wiosna, a wraz z nią coraz więcej osób wsiada na rowery, coraz częściej też dyskutuje się o polityce transportowej. Rower, samochód, komunikacja miejska, pieszo? (Samochody zajeżdżają drogę rowerzystom, rowerzyści potrącają pieszych, piesi są niefrasobliwi a komunikacja miejska się spóźnia - podobno). Dyskusja między tymi alternatywami staje się często nader emocjonalna. Fizyk w podróży często korzysta w podróży z roweru, toteż się na ten temat wypowie, a co.

Otóż sprawa wydaje mi się nadzwyczaj prosta. Nie chodzi tu bowiem o to, czy rower jest bardziej ekologiczny, zdrowy czy jakikolwiek inny. Nie chodzi też o to, czy samochód jest wygodniejszy czy nie. Nie chodzi również o to, czy ktoś ma ochotę na ten czy inny środek transportu, czy jedni chcą drugim coś nakazywać, do czegoś przekonywać czy nakłaniać. Nie chodzi wreszcie o żadną ideologię.

Chodzi o jeden prosty fakt. Możnaby rzec: geometryczny. Oto ów fakt: centrum miasta jest małe. Oto prosty wniosek: nie zmieści się tam 800 tysięcy mieszkańców Krakowa w samochodach. Po prostu się nie zmieści, koniec i kropka. Możemy poszerzać ulicę (tylko nie ma gdzie, bo to stare miasto jest), możemy nie wiem... wyburzać budynki, możemy wysadzić w powietrze sukiennice i zbudować tam największe rondo na świecie które najbardziej na świecie usprawni ruch. I nic, i tak się tam wszyscy w samochodach nie zmieścimy. Weźmy taką Barceloną: miasto planowane, z siecią szerokich, kilkupasmowych dróg, a mimo wszystko świadome, że jak wiele pasów by te drogi nie miały, to zawsze znajdzie się tyle samochodów, by utworzyć korki. Dlatego Barcelona stawia na rowery i rozwój transportu miejskiego (metro, autobusy, kolej podmiejska). A Kraków to nie Barcelona: uliczki mamy dość ciasne. Sprawdźmy więc dokładnie jak to jest z tą przestrzenią.

Barcelona stawia na rowery

Wymiary

Samochód ma z grubsza 5 metrów długości i 2 metry szerokości, co czyni 10 metrów kwadratowych powierzchni. Wybitnie barczysty człowiek ma - a, dajmy mu sporo - 70cm szerokości i, jeśli jest wybitnie gruby, z 40cm długości, co czyni niespełna 0.3 metra kwadratowego. Teraz spójrzmy na drogi dojazdowe do centrum - co tam jeździ? Niemal same samochody "jednoosobowe", tzn. siedzi w nich tylko kierowca, zajmując przestrzeń wystarczającą na pomieszczenie ponad 30 (!) ludzi. Jak w tym porównaniu wypada rower (znów: biorę relatywnie duży)? Długość: 180cm, szerokość: 50cm (kierownica), czyli 0.9 metra kwadratowego., czyli jeden samochód zajmuje przestrzeń na 11 rowerów. Weźmy jeszcze tramwaj, np. PESA Tramicus 121N: długość to 20 metrów, szerokość 2.35 metra, liczba miejsc: 122 (w tym 41 siedzących).

Porównajmy teraz ile w poszczególnych środkach transportu mieści się ludzi na metr kwadratowy:

-samochód "jednoosobowy": 0.1
-samochód z 5 osobami: 0.5
-tramwaj (tylko miejsca siedzące): 0.87
-rower: 1.11
-tramwaj (miejsca siedzące i stojące): 2.60
-pieszy: 3.57

Wnioski

Widać więc, że może rower nie jest najbardziej "pojemny", ale i tak znacznie bardziej optymalny (jakieś 11 razy bardziej) niż chyba najpopularniejszy w Krakowie pojazd - samochód "jednoosobowy". Samochody po brzegi wypełnione ludźmi są - jak widać - jeszcze do przełknięcia. Z tym, że w praktyce to raczej rzadkość. Do tego oczywiście zwężanie i zamykanie dróg kosztem dróg rowerowych - bo jest to po prostu bardziej optymalne.

Najbardziej optymalnie przestrzennie jest pieszy, jednak trzeba przyznać, że to powolny sposób komunikacji i dojście do pracy w centrum z Bieżanowa może zająć chwilę. Potem mamy tramwaj: dobra opcja, jednak wielu narzeka na niewygody stania w tramwaju. Tramwaj przy uwzględnieniu tylko miejsc siedzących zajmuje w zestawieniu podobne miejsce co rower. Oba środki transportu są w stosunkowo sprawne (w porównaniu do pieszego) i wygodne (niektórzy będą tu woleć siedzieć w tramwaju, inni na siodełku). Z grubsza dwa razy gorzej wypada wypełniony po brzegi samochód, natomiast samochód "jednoosobowy" to po prostu bezczelny pożeracz przestrzeni.

Podobne do roweru wymiary ma skuter (nieco krótszy i nieco szerszy), więc jeśli komuś nie odpowiada pedałowanie, można sobie taki skuter sprawić (albo rower z silnikiem - bardzo popularne rozwiązanie w niezwykle pochyłej Lozannie, natomiast stare włoskie miasta - a więc: mające jak Kraków stosunkowo wąskie uliczki - skuterem stoją!). A jak pada deszcz? Są i skutery z daszkiem, jak ktoś jest taki bogaty, że musi szpanować po mieście wielkim SUWem, to i na skuter z daszkiem go stać!

Proponowane rozwiązanie

Z grubej rury: wjazd do centrum dla samochodów powinien być płatny (lub zakazany). Wygląda to dość drastycznie i - oprócz względów emocjonalnych - pojawiają się co najmniej dwie kwestia mogące budzić rzeczywiste oburzenie: kwestia przestrzeni publicznej oraz wszelkich szczególnych przypadków (typu wiezienie do szpitala żony w ciąży).

Przestrzeń publiczna
Można się bowiem oburzyć: jak można zakazywać wjazdu na teren publiczny, nasz, wspólny, miejski! Po pierwsze: nie zakazujemy/nie wprowadzamy opłaty za wstęp, tylko za zagracanie tego miejsca publicznego swoim gigantycznym (jak dowodzi powyższa analiza) samochodem. Do drugie: nie byłby to żaden ewenement, bo jest mnóstwo przykładów miejsc publicznych, które objęte są opłatą za wstęp czy wjazd, np. parki narodowe (publiczne) czy muzea (publiczne). Mamy wreszcie opłaty za parkowanie w centrum, parkowanie na zwykłej publicznej państwowej - za nasze podatki wybudowanej - drodze. Dlaczego? Bo jest mało miejsca i nie wszyscy mogą tam zaparkować. Ale przecież dokładnie ten sam argument dotyczy dróg: w centrum jest na nich za mało miejsca, więc nie wszyscy mogą tam wjechać. 

Szczególne przypadki
Oczywiście wprowadzenie tego typu przepisów wymagałoby dużej staranności i uwagi prawodawców - nie wolno bowiem zapomnieć o wszelkich szczególnych przypadkach. Rozumiem przez to, że w uzasadnionych momentach należałoby przyzwolić obywatelowi na wjazd darmowy w strefę płatną, np. gdyby wiózł rzeczoną żonę do rzeczonego już szpitala na porodówkę (choć niektórzy i tam jeżdżą rowerem). Można by również przemyśleć pozwolenie na wjazd (lub: zezwolić na wjazd darmowy) samochodów z wszystkimi miejscami siedzącymi zajętymi - to z pewnością przekonałoby ludzi, by zamiast jechać każdy indywidualnie - zabierać ze sobą sąsiadów.



Konsekwencje

Wprowadzenie tego typu zmian, w moim przekonaniu, niesie za sobą wiele pięknych konsekwencji, takich jak np. ożywienie niektórych uliczek zabitych obecnie przez samochody które jeżdżą tam sznurami lub zastawiają chodniki (bo przecież samochód w centrum przez większą część czasu STOI a nie jeździ, zagracając pobocza). Zalety można by mnożyć, lecz nie będę tego robił, gdyż przez zwolenników jazdy samochodem zostanie to z pewnością wzięta za argument wydumany, subiektywny itp. A poza tym: podstawą niniejszego opracowania jest jeden twardy argument o tym, że jest za mało miejsca i tego się trzymajmy.

Są również i koszty: ograniczenie ruchu samochodów wiązałoby się z zadaniem rozbudowy sieci komunikacji miejskiej (w tym sprawna dojazdowa kolej podmiejska), co jest dość kosztowne. Jednak samo ograniczenie ruchu samochodowego niesie ze sobą - oprócz korzyści "miękkich" takie jak dobre samopoczucie rowerzystów i pieszych nie przygniatanych do krawężnika przez auta - również długofalowe korzyści materialne: niebagatalne oszczędności na naprawach dróg czy czyszczenie osmolonych spalinami fasad budynków.





Wszystko o czym tu pisze nie jest ani nowe, ani odkrywcze. Wiele osób podnosi tego typu argumenty, w wielu miastach takie rozwiązania sa już wprowadzone. Jednocześnie dyskusja, która toczy się na ten temat obecnie, zbyt często odnosi się do skutków, a nie do przyczyn. Skutki są takie, że rowerzyści, piesi i samochody wchodzą sobie w paradę. Jest to skutek braku miejsca. Jednak zamiast mówić o braku miejsca, dyskutuje się o stosunkach, pierwszeństwach i priorytetach między użytkownikami dróg i tu siłą rzeczy dochodzą do głosu emocje: bo niby dlaczego jedni mają mieć więcej miejsca niż drudzy? Na gruncie skutków braku miejsca nie rozstrzygnie się tego problemu, należy wskazać jego przyczynę i wtedy sprawa jest stosunkowo prosta. Bo (hoho!) z pustego, panie, i Salomon nie naleje!

Komentarze

  1. Święta prawda. Samochód fajna rzecz, ale czasem powinno się odetchnąć od czterech kółek i zmienić środek transportu. W szczególności w miejscach uczęszczanych przez turystów. Nie wiem, jak innym, ale mnie przeszkadzają zaparkowane byle jak samochody na wąskich uliczkach... Chciałoby się zrobić zdjęcie w magicznej scenerii, a tutaj ci stoi czerwona Toyota. I nici z ładnego zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Komantarzopisarze proszeni są o się podpisanie!

Popularne posty