Kilka notatek z Kostaryki: sznureczki, piłkarki, rowery i biegacze

Sznureczki

W Kostaryce - mimo braku doświadczeń PeeReLu - do perfekcji opanowano sztukę formowania kolejek. Kolejek, ba, ślicznych sznureczków! Wieczorami, wzdłuż Avenida 3, w pobliżu Parku Morazan, ustawia się cała seria uporządkowanych ogonków. Głowy tych linearnych tworów to przystanki autobusów odwożących mieszkańców metropolii na przedmieścia Coronado, Guadalupe czy Moravia (na trasie do Moravii mieści się Bar Praga). Ludzie w sznureczkach stoją grzecznie, równo, właściwie na krawężnikach, tak by drugą stroną wąskiego chodnika mógł jeszcze ktoś przejść. Samoorganizacja - inaczej żyć, to znaczy przejść, by sie nie dało. Po pewnym czasie przyjeżdża autobus, wciąga ogonki do środka. Wchodzą spokojnie, zachowując pełen porządek i kolejność.

U nas - bo jak wiadomo ja muszę zawsze sporządzić coś a'la Kolejki w Kostaryce a sprawa Polska - mimo wieloletnich praktyk kolejkowych, ten kulturalny zwyczaj formowania sznureczka nie zachował się, i gdy przejeżdża autobus, rozemocjonowany, rozgrzany do czerwoności tłum oblepia autobusowe wrota i każdy na własną rękę, często następując na nie-własną nogę, usiłuje wedrzeć się do środka, uniemożliwiając przy tym opuszczenie pojazdu przez wysiadających pasażerów.

No, a w Kostaryce to sznureczkiem, proszę Państwa, sznureczkiem.

Tak się śmiejemy, że to takie republiki bananowe te Kostaryki i inne Nikaraguje, a my natomiast, ma się rozumieć, syny piastowskiego rodu, z historią tysiącletnią, tacy kulturalni. A w praktyce wychodzi na odwrót. Podoba mi ię też na przykład, że rozumieją tutaj, że rzędy blaszanych tablic i diodowych szyldów to straszny chłam i szeroko rozumiany wstyd i w takich miejscach jak np. Antigua Guatemala nawet makdonaldy czy inne międzynarodowe sieciówy muszą sobie wystrugać gustowny szyld z drewna jak chcą funkcjonować w zabytkowym centrum. A w takim Krakówku na ten przykład, to się proszę pana nie da, nic się proszę pana nie da zrobić z burdelami w rynku, w ogóle nic sie nie da bo my nic nie możemy i nic nie umiemy.

Ale wracając do sznurków: wybrałem się w San Jose do teatru - i tu to samo: na wąskim chodniku przed kulturalnym przybytkiem uformowała się kolejka oczekujących na otwarcie wrót (bo to był taki niewielki teatr, bez foyer). Może to te chodniki wąskie ich tak nauczyły? A może to oznaka właśnie kultury wyższej? U nas (choć nie mieszkam tam od jakiegoś czasu i w zasadzie to stamtąd nie jestem, to "u nas" zwykle oznacza Kraków) eleganckie ogonki formują sie jedynie do szatni w filharmonii i czasami do szatni w głównym budynku Starego Teatru. Przy Scenie Kameralnej to już rzadszy widok.

Wspomniany Park Morazan. Park Żywy. O żywotności parków w San Jose jeszcze napiszę, oj napiszę

Piłkarki

Wczoraj (08.04.2014) wieczorem pojechaliśmy z Boa do wsi. Boa mieszka trochę w lesie, ale wieczorami wyciąga swój motór, sadza mnie z tyłu, pędzi przez wertepy, potem między szynami bananowego pociągu, dalej: drewniany most, wreszcie asfalt i po kilkunastu minutach jesteśmy w Guaria.

Na lokalnym boisku w centrum malowano na niebiesko szatnie. Taki niebieski, co to chyba na promocji w supermarkecie był, jak zawsze w przypadku budynków publicznych. Boisko wyglądało zresztą na zupełnie nowe, albo po prostu niecodziennie zadbane. Zjawił się ktoś z piłką, zaczęliśmy kopać. Ja i Boa w klapkach, więc klapki na motor i gramy na boso.

Piłek i ludzi przybywało, a na betonowej trybunie z godnością zasiadła i poczęła z pietyzmem wiązać swe sportowe obuwie dziewczyna. Była starsza od większości zgromadzonych i zdawało się, że to ona poprowadzi tu jakieś zajęcia, ale w końcu przybył Pirania, czyli trener, 50-latek w cienkich dredach sięgających za plecy.

Trening. Trening? Pirania woła wszystkich bez wyjątku. Nas, bosych adeptów piłki nożnej, również. Zaczynają się ćwiczenia z piłką i bez, rozgrzewki i gierki. Jak za dawnych lat na zoranym bruzdami boisku Czarnych Jelcz-Laskowice, tylko z jeszcze mniejszą dyscypliną. Właściwie to miało się wrażenie, że wszystko rozłazi się w rękach. Z satysfakcją zauważyłem, że z kopania futbolówki jeszcze coś pamiętam. A, idę za ciosem, pochwalę się Wam nawet, że przy jednym z ćwiczeń, załamany rozgardiaszem trener krzyknął, że to wstyd, że okazuje się, że bosy gringo gra lepiej niż nasze chłopcy. Ja mu ta no, że nie gringo, tylko polaco, i że Polska, w przeciwieństwie do Kostaryki, na mundial nie jedzie, więc nie ma się co załamywać.

Najciekawsze jednak, że wśród ponad 20 chłopów, na boisku znalazły się już nawet nie jedna, ale trzy dziewczyny, które bez żadnej dyskryminacji, nie odstając umiejętnościami od innych, brały udział w grze. Idąc na boisko nie zarzuciły także swoich codziennych obyczajów: delikatny makijaż podkreślał urodę młodych zawodniczek, i chyba nie było przypadkiem, że kolory ich butów, spodenek i koszulek zawsze do siebie pasowały. Kopiące piłkę nie były ani odrobine mniej kobiece, niż tańczące salsę.

Jako sie rzekło, Boa mieszka trochę w lesie

Rowery i biegacze

Wyjeżdżam z San Jose. Najpierw lecim na Cartago - droga strasznie zatłoczona, bo to ta, która idzie potem na granicę z Panamą, tę od strony pacyficznej. Dalej skręciłem w boczną drogę, przy jeziorze Cachi. Zjazd morderczy, ale przed nim punkt widokowy: ławki, daszki, pierdółki, place zabaw, toalety, strażnik - i to wszystko, nie uwierzysz, za darmo. A i widok niczego sobie.

Zjechałem do jeziora, ale oczywiście wszystko ogrodzone. Jezioro w całości należy do firmy, która prowadzi hydroelektrownię. No to noclegu nad jeziorem nie będzie (ale niespodzianka, prawda...). Pozostało drałować  znów pod górę, znów do głównej drogi, i częściowo nocą - przynajmniej nie tak upalnie. Znalazłem kawałek wolnej przestrzeni (no, znaczy się ogrodzenie stało, ale bramkę ktoś zabrał) przy tajemniczej Białej Rurze ciągnącej się przez puszczę. Senek.

Przejazd przez Turrialbę i okolice tłumaczy dobrze porównanie Kostaryki ze Szwajcarią - góry, po wsiach kwietniki, szczęśliwe bydło i porządek, no kropka w kropkę, tylko winogrona ktoś zastąpił kawą.

Po spokojnej lecz górzystej szosie kursują całe peletony kolaży. Lśniące buciki i kolorowe kaski śmigają niesione na wąskich kołach wypucowanych sportowych rowerów. Mijają mnie wdrapującego się powoli z tobołamy na kolejny podjazd, albo siedzącego na kamieniu, walczącego szczęką i nożem z soczystym mango. Patrzą na mnie dziwnie, albo zgoła nie patrzą w ogóle. Bo chociaż też mam rower, to nie należę do ich kasty Prawdziwych Kolaży, którzy w obcisłych strojach z logami branżowych firm paradują w słoneczne, niedzielne popołudnie. Ja właśnie na szczęście nie jestem prawdziwym, tylko udawanym kolażem, mogę w związku z tym ubrać się normalnie, jak człowiek, a w dodatku upieprzyć sobie nogawkę spodni sokiem mango. Jakie to szczęście.

No, ale dosłownie, nie widziałem tamtego dnia chyba ani jednego człowieka na rowerze ubranego jak człowiek. Ja to tym Profesjonalnie Ubranym Sportowcom to nigdy nie mogę odpuścić, no.

Bliżej miasta kolażom towarzyszą biegacze. Tzn. nie biegacze, tylko Prawdziwi Biegacze, równie wytwornie ubrani co Prawdziwi Kolaże. Na nogach prezentują najnowszą kolekcje Sklepów dla Prawdziwych Biegaczy, które z łatwością można znaleźć w rozświetlonych blaskiem światowej mody galeriach handlowych San Jose. Trawa przy drodze - wystrzyżona, doliny między górami - pełne tłustych krów, w wolnych przestrzeniach - kwiaty. Czystość, porządek i uśmiech.

Ale z tymi biegaczami to tak sobie myślę... Bieganie to właściwie najprostsza forma sportu, nic skomplikowanego, naturalny ruch spieszącego się człowieka. Czy potrzeba do tego spoecjalnego stroju? O, właśnie dlatego potrzeba specjalnego stroju, że w bieganiu nic niezwykłego nie ma! Weźmy takiego żonglera: może być ubrany w cokolwiek, może żonglować skarpetkami, no ale wyraźnie widać, że właśnie mianowicie żongluje. A ten biedny biegacz? Gdyby zaczął biegać ubrany w co bądź, to jeszcze pomyślą: no patrzcie co za dureń - biega. Może coś ukradł? Może psa sąsiada się boi? Albo spóźnił się na pociąg, biedaczyna? Tak czy tak - skończony baran. Co innego natomiast, gdy przyodzieje Koszulkę Biegacza ze Specjalnymi Dziurkami do wietrzenia Klaty Biegacza, Spodenki Biegacza i Skarpetki Biegacza, a na nogi wsunie Buty Biegacza wykonane z możliwie jaskrawego materiału (zwykle wściekle żółty lub zajadle różowy, by nie dało się ich używać przy okazjach innych niż bieganie, tzn. Bieganie). Wtedy od razu widać, że ten człowiek, że ten gość który biegnie, to jest, proszę państwa, mianowicie, że on właśnie, właśnie ten, to jest Sportowiec!

Ależ ja jestem zły i nietolerancyjny.

Publiczny widok na prywatne jezioro

Komentarze

Prześlij komentarz

Komantarzopisarze proszeni są o się podpisanie!

Popularne posty