Wybory w Wenezueli III: wygrała opozycja czy przegrali rządzący?

Środek powyborczej nocy rozerywa krzyk euforii - co najmniej jak przy bramce na mistrzostwach świata - Państwowa Komicja Wyborcza ogłasza przygniatające zwycięstwo MUD, konglomeratu partii opozycyjnych. Na ostateczne, pełne wyniki trzeba było jeszcze poczekać, ale w końcu, we wtorek ósmego grudnia, stało się jasne: wśród 167 deputowanych nowego parlamentu znajdzie się 109 z opozycji, 55 z PSUV (chaviści) i 3 przedstawicieli narodów rdzennych.

Uradowany sekretarz MUD - Jesus "Chuo" Torrealba, źródło: ntn24.com

Jako że trzej indigenas też popiera MUD, opozycja ma w sumie 112 deputowanych, czyli kwalifikowaną większość 2/3 w jednoizbowym parlamencie. Daje im to szerokie pole do popisu i liczne atuty w konfrontacji z rządem chavistów (Wenezuela jest republiką prezydencką, głowa państwa pełni funkcję szefa rządu i jest wybierana w osobnych wyborach). MUD będzie mógł m.in. odwoływać członków upolitycznionego do reszty Trybunału Najwyższego, zwołać zgromadzenie konstytucyjne i referenda, ogłaszać amnestie więźniów politycznych, tworzyć i odwoływać komisje parlamentarne. I chociaż wydaje się, że opozycja dostała wszystko, czego sobie mogła życzyć w tych wyborach, przyszłość nie jawi się łatwa i przyjemna.

1. Kraj jest w ruinie. Nie ma pieniędzy. Rezerwy międzynarodowe skurczyły się o połowe w ciągu ostatnich trzech lat. Rynek krajowy praktycznie nie produkuje: w 2012 roku aż 96,1% - a obecnie szacuje się że nawet więcej - eksportu stanowi ropa naftowa, której cena w ostatnich trzech latach spadła niemal trzykrotnie. Firmy bankrutują jedna po drugiej, a Fedecameras - największe stowarzyszenie przedsiębiorców w kraju - ogłasza osiemdziesięcioprocentowy spadek działalności produkcyjnej i handlowej w samym tylko 2015 roku. Znacjonalizowane fabryki przynoszą straty, pensje obywateli spadły do mniej niż 20$ miesięcznie, a po podstawowe produkty ustawiają się wielogodzinne, a czasem całonocne kolejki. Dług publiczny za rządów chavistów wzrósł dziesięciokrotnie, a najbliższych rat nie ma z czego spłacać. Nie ma z czego, nie ma za co.

2. Społeczeństwo jest podzielone. Mimo 2/3 miejsc w parlamencie, który zacznie swoje posiedzenia na początku stycznia 2016 roku, nie mamy do czynienia ze zwycięstwem absolutnym, z jednomyślnością narodu. Jeśli chodzi o liczbę głosów MUD skusił "tylko" 56% wyborców, a PSUV aż 40%. To z jednej strony świadczy o istotnej przewadze opozycji, ale także o intensywnej polaryzacji i ogromnej liczbie elektoratu, który pomimo opłakanej sytuacji ekonomicznej wciąż opowiada się za starym establishmentem. I jasne, że część z tych głosów była wymuszona, w wyborczą niedzielę dochodziły informacje o grupach prorządowych mobilizujących wyborców - na przykład korzystających z państwowych misji - do głosowania na PSUV, ale to nie wyjaśnia całości zagadnienia. Ogromna część ludzi wierzy w każde słowo prezydenta Maduro i stoi teraz na Placu Boliwara w Caracas dyskutując między sobą o "wojnie ekonomicznej" i rozdzierając szaty nad "neoliberalnym i faszystowskim" parlamentem, który ma nimi rządzić od początku nowego roku. I chociaż są tacy wewnątrz partii, którzy wzywają do uznania błędów i przegranej, chociaż sam Maduro z jednej strony zapowiada mobilizację ministrów do walki z ciężką sytuacją w kraju, to z drugiej strony podsyca gniew i strach. Że prawica zabierze ciało Chaveza z mauzoleum, że zlikwiduje emerytury, że zamknie wszystkie programy socjalne i tak dalej. Na tym zresztą opierała się kampania wyborcza PSUV: zastraszanie i wierność Chavezowi. "Dostali mieszkania, lekarzy, jedzenie, i teraz nie głosują na Chaveza, zdrajcy!" - lamentują starsze panie na caracaskim rynku. Zdradzili ojca ludu, który hojną ręką rozdawał i klepał po ramieniu.

Opozycja chwali się, że jakieś dwa miliony chavistów w tych wyborach zmieniło obóz polityczny. MUD wygrał w tradycyjnie oficjalistycznych okręgach: na osiedlu kolektywów 23 de enero w Caracas, w Petare - największym slumsie kontynentu, w Barinas - rodzimym stanie Chaveza. Ale te dwa miliony głosów to w większości nie były głosy na MUD a raczej głosy przeciwko PSUV. Głosy ludzi zmęczonych kolejkami i pusta lodówką, którzy w opozycji szukają alternatywy. Nie tyle z przekonania, co z braku innych opcji. Te dwa miliony głosów są niejako "pożyczone": jednym z wyzwań dla nowej wiodącej siły politycznej w kraju będzie zagospodarowanie tego elektoratu tak, by za kilka lat nie wrócił do PSUV.

Mało tego: ogromna liczba tradycyjnie opozycyjnych wyborców nie pała jakąś bezgraniczną miłością do MUD: "Opozycja wenezuelska jest słaba, źle zorganizowana", "Przecież oni nie mają nawet programu!", "Jak mam ich popierać, jak nie wiem nawet co proponują?!" - to może najczęściej wygłaszane opinie wśród sceptycznych opozycjonistów. Można jednak z całą pewnością stwierdzić, że całe 56% głosujących szóstego grudnia za unią partii antychavistowskich, powiedziałoby zgodnie: MUD daje nadzieję na zmianę. I znów: taka zresztą była ich kampania wyborcza. Właściwie nie mówiło się nic konstruktywnego, powtarzano w kółko: trzeba skończyć z chavizmem, jest źle, czas na zmianę. No tak, to już wiemy, ale na jaką zmianę? Do zwycięstwa MUD doprowadził ostry kryzys gospodarczy, ale nie słyszy się ani jednej konkretnej metody na wyjście z niego.

3. Złe przyzwyczajenia. Wszystkie największe partie formujące unię opozycyjną MUD definiują się gdzieś w okolicach socjaldemokracji. Z silniejszym może nawet naciskiem na socjal niż na demokrację. Czy to oznacza, że Wenezuela zmieniła socjalizm na socjalizm? Chodzi o to, że tu od lat pięćdziesiątych tak na dobrą sprawę nie było prawicy. W 1989 roku usiłowano wprowadzać pewne zasady gospodarki liberalnej, ale ten pomysł szybko zakończył się odwołaniem prezydenta. To jest kraj z silną tradycją subsydiów, kredytów o niskim koszcie, pomocy i programów społecznych finansowanych za pieniądze z ropy. Chavez doprowadził tę sytuację do skrajności: miał czym, za jego rządów cena surowca wzrosła nawet nie kilku-, a kilkunastokrotnie. W ostatnich latach astronomiczne i łatwe zyski spadły gwałtownie, ale społeczeństwo jest już przyzwyczajone, że się rozdaje, że się dopłaca, że się subsydiuje. Innymi słowy: jeśli w tym kraju w wyborach wystartowałaby partia mówiąc otwarcie, że teraz będziesz zarabiał dobrze, ale kurczaka i benzyne kupisz po cenie rynkowej a nie za pół darmo, nie dostanie nawet pół procenta głosów. I nie wnikając już czy taka czy inna misja społeczna jest potrzebna czy raczej jest tylko klientelistycznym rozpieszaniem wyborcy, nowy parlament musi być bardzo ostrożny w przeprowadzaniu zmian, bo te 40% głosujących na PSUV i część z tych, którzy głosowali na MUD, bardzo łatwo zdecydują się wyjść na ulicę. I niektórzy będą uzbrojeni.

***

Pytanie czy wygrała opozycja czy przegrali rządzący można rozumieć na dwa sposoby. Po pierwsze jako wątpliwość, czy społeczeństwo faktycznie chciało by rządził MUD, czy raczej nie chciało by rządził dłużej PSUV. Po drugie w komentarzach wychodzących poza radosne frazy o przywróceniu demokracji w autorytarnej Wenezueli często powtarza się kwestia gorącego kartofla, który teraz znalazł się w rękach opozycji. I parzy. Stary parlament uchwalił na przyszły rok gigantyczny budżet, który przeznacza przeszło 40% środków na programy socjalne. Znów: nie wnikając w ich sens pewne jest jedno, mianowicie że na te programy nie ma pieniędzy. Gdyby wybory szóstego grudnia wygrał PSUV... znalazł by się w tarapatach, bo kraj znajdujący się w tym roku na skraju przepaści, z nowym budżetem na 2016 rok już z pewnością runąłby w dół. Przechodzące kryzys Chiny, którym Wenezuela jest winna jakieś 70 miliardów dolarów, raczej nie zgodzą się na kolejne pożyczki, a nowi gospodarze karaibskiego kraju będą potrzebować środków. Jest jasne, że misji społecznych nie będzie można usunąć ot tak: powrót do względnie normalnej gospodarki musi być stopniowy. Przykład: braki w sklepach wywołuje prawo o cenach sprawiedliwych. Nie wspominając już o stopniu propagandy zawartym w samej nazwie ustawy, ta narzuca na producentów ceny sprzedaży bardzo często niższe niż koszt produkcji. Krajowe fabryki z chęcią produkowałyby więcej, ale przecież nikt nie chce pracować na stratę. W porządku, trzeba znieść ustawę, wówczas w sklepach pojawią się produkty. Problem w tym, że obywatela z pensją 20$ na miesiąc nie będzie na nie stać. Konieczne będzie rozwiązanie stopniowe: podniesienie ceny regulowanej i ustanowienie dopłat bezpośrednich, z czasem coraz niższych, by dojść w końcu do sprzedawania produktów o rzeczywistych cenach rynkowych, licząc że z czasem zarobki Wenezuelczyków wrócą do poziomu sprzed lat (jeszcze dziesięć lat temu płaca minimalna wynosiła jakieś 300$, zupełnie nieźle). ALE znów: na te subsydia potrzeba pieniędzy, Chiny ich nie dadzą, a Międzynarodowy Fundusz Monetarny w zamian za pożyczkę narzuci ostre cięcia socjalne. Wprowadzimy je? Nie, bo ludzie wyjdą na ulicę, to jest pewne, zresztą już do tego doszło i to nie tak dawno, bo w 1989 roku, ponad trzysta osób zabitych.

Co dalej? W miarę jak emocje opadają dla bardziej umiarkowanych stronnictw tak w rządzie jak i w opozycji staje się jasne, że bez współpracy ponad podziałami dojdzie - po pierwsze - do tragedii ekonomicznej lub społecznej w kraju i po drugie: do śmierci politycznej obu stronnictw. MUD musi być bardzo ostrożny w działaniach tak ekonomicznych, jak i symbolicznych (np. zmienianie flagi czy godła, wprowadzonych przez Chaveza) by nie irytować zbytnio nastroi społecznych w kręgach prochavistowskich, które wciąż utrzymują imponującą liczebność. Bardzo dobrze o tym wiedzą: mamy trzeci dzień po wyborach, a z ust przywódców MUD nie padła choćby jedna konkretna propozycja zmiany ekonomii wewnętrznej kraju. Głośno i wyraźnie krzyczy się o uwolnieniu więźniów politycznych czy zakończeniu z rozdawaniem ropy naftowej Kubie czy Nikaragui, ale o sytuacji w kraju, o cięciach czy podwyżkach cen, nie ma ani słowa. Do tego MUD potrzebuje pomocy PSUV, by ten zamiast intensyfikować propagandę o wojnie ekonomicznej i zdrajcach narodu, przyznał przed społeczeństwem, że na dalsze rozdawnictwo po prostu nie ma pieniędzy i że zmiany sa konieczne. By nie wywoływał na ulicę uzbrojonych kolektywów. Jeśli oba stronnictwa - i to oba stronnictwa naraz - tego nie zrozumieją, utoną razem z krajem. MUD zacznie wprowadzać cięcia socjalne, PSUV wznowi polaryzującą propagandę wytykając prawicy ubożenie mieszkańców pozbawionych misji społecznych i - powiedzmy - odzyska władzę w kraju. Dostanie gorącego ziemniaka w swoje ręce. MUD straci poparcie bo "dostali władzę i nic nie zrobili". A PSUV? Też nie rozwiąże sytuacji, bo - jak pisałem - zwyczajnie nie ma środków, by dalej rozdawać i nie produkować, no chyba że spadnie z nieba kolejna kolosalna zwyżka cen ropy.



MUD, czyli Stół Jedności Demokratycznej, wygrał wybory parlamentarne, a na czołówkach gazet pojawiło się hasło: Wygrała Jedność. Ale by wygrała cała Wenezuela potrzebna jest teraz jedność już nie tylko wśród opozycji, ale na całej szerokości spektrum politycznego.


Komentarze

  1. Witaj,

    Miło jest mi Ciebie poznać !
    Przygotowuję się do wyjazdu do Venezueli. Zacząłem myszkować po sieci i znalazłem Ciebie  na couchsurfingu. Jeśli możesz poświęcić kilka minut i udzielić nie tylko mi przydatnych informacji i wskazówek dotyczących Venezueli, to będę wdzięczny i zobowiązany :)
    Przygotowując się do długiej wyprawy do tego pięknego kraju, rozpocząłem od dwóch podstawowych rzeczy. 1 miejsca ; 2 od pełnej informacji dotyczącej pieniędzy.
    Wiele czytałem i plan podróży mam już w miarę opanowany, jednak bardzo interesują mnie pienieniądze. Czytałem że dzieją się tam niesamowite rzeczy jakbyśmy my w Polsce cofnęli się o co najmniej 30 lat do czasów Peweksu i wymiany ulicznej. Wiem, że istnieje kilka kursów oficjalnych i nieoficjalnych. Musze jednak wiedzieć jak się do podróży przygotować i ile pieniędzy zabrać. Jeśli mogę prosić o informacje jak najlepiej i gdzie wymienić pieniądze na ulicy aby nie zostać oszukanym oraz jaki jest obecnie przelicznik USD do boliwara.
    Czy prawdą jest, że za 1 USD mogę otrzymać aż 880 BsF ? – to jest aż niewiarygodne

    Dziękuje za pomoc
    Pozdrawiam z zimowej polski :)

    OdpowiedzUsuń
  2. "Czy prawdą jest, że za 1 USD mogę otrzymać aż 880 BsF ? – to jest aż niewiarygodne"

    Tak właśnie jest. Skoro już mówisz o couchsurfingu: najlepiej pytać bezpośrednio ludzi, zawsze ktoś zna kogoś, kto kupuje dolary, zwykle po nieco niższym kursie niż ten z dolartoday.com, np. jeślo kurs dnia jest 880 to kupią ci za 850mniej więcej.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Komantarzopisarze proszeni są o się podpisanie!

Popularne posty