niedziela, 27 listopada 2016

Przepis na pustkę

Juana urodziła się na tej samotni, "człowiek się, wie pan, przyzwyczaja", gdzie tylko wiatr, piasek i szum samochodów. "Jest nas więcej: rodzina obok, tam dalej jedni na górce, inni przy wjeździe, sąsiad z naprzeciwka. Z tym, że wielu wyjechało, za szkołą dla dzieci, za pracą. No, pracy tutaj nie ma". Nie ma pracy, studni ze słodką wodą też, w ogóle nic nie ma, tylko milion gwiazd na doskonale czystym niebie i pastelowe zachody słońca za szarawymi górami leżącymi dokładnie na wprost wejścia do domu Juany.

Pustka

poniedziałek, 31 października 2016

Droga do Limy na pocztówkach. Część II: Góry.

Alpaki, tunele, Klub Matek, owce, lodowce, mało tlenu, dużo deszczu, czyli druga część drogi z granicy do Limy spisanej na pocztowkach.

--> gwoli wstępu i spójności zob. Część I: Pustynia
--> wszystkie zdjęcia zob. Peru - na północ od Limy


22/09/2016, 10 km za Chiquicara


Po ośmiuset kilometrach od granicy wreszcie zjeżdżam z głównej drogi i widzę inną twarz Peru. Wreszcie znikają wydmy i szarość pustyni, a wiatr, który codziennie usiłował mnie zatrzymać dmiąc na północ, teraz wpycha mnie między skalne załomy Cordillera Blanca. Dolina rzeki Santa zielenieje od pól. Woda z kanałów irygacyjnych przepływa szeleszcząc półkami kwadracików obsianych ryżem. Szeleszczą także szerokie liście kukurydzy, których kolby suszą się w złotych kręgach na obrzeżach pól. Wyżej, tam gdzie nie dociera irygacja, na pierwszych tych grzbietach górskich na wschód od wybrzeża, jest sucho jak wcześniej na pustyni. Piach zalega w łatach, oblepia granie, podobne Tatrom Zachodnim w miesiącach śniegu.


23/09/2016, Huallanca

Wjeżdża się jak w labirynt: skaliste ściany wystrzelają po obu stronach, tak wysokie, że można tylko zadzierać głowę i się dziwić. Droga wije się w dole, w ciasnym kanale wyszarpanym górom przez rzekę. Bywa, że wieje. W surowym, pustym krajobrazie czasem pojawiają się rzędy opuszczonych domów z suszonej cegły. Już bez dachu, bez okien, bez niczego: naga glina w blokach. Wyglądają jak pozostałości przedwiecznych osad splądrowanych przez Czyngis-Chana, przez Tamerlana, bo tu wszystko tak Azję przypomina. W Huallanca śpię w Klubie Mam. Zdarza się. Szybko zdobyte kontakty. Stałem na ulicy, a kelnerka z wiejskiego bistra patrzyła na mnie. Na tyle roztargniona, że bezwolnie wkładała sobie rękę w stanik. Śliczny cukiereczek w wysoko nasuniętej czerwonej spódniczce. Wolę myśleć, że miała te osiemnaście lat.

Za Chiquicara

sobota, 22 października 2016

Droga do Limy na pocztówkach. Część I: Pustynia.

Krótko przed wjazdem do Peru zaoferowałem Czytelnikom pocztówki. Mój paszport miał niedługo stracić ważność. Wyrobienie nowego w Limie kosztuje 120 dolarów. Napisałem więc na tak zwanym znanym portalu społecznościowym, że kto chce, może za 25 zł zakupić pocztówkę z drogi z peruwiańskiej granicy do peruwiańskiej stolicy.

--> dla kontynuacji zob. Część II: Góry
--> wszystkie zdjęcia zob. Peru - na północ od Limy
W ten sposób miałem zamiar zebrać potrzebne środki na paszport, ale się pomyliłem. Nie uzbierałem na paszport: uzbierałem przeszło trzy razy więcej. Po pocztówki zgłosiło sie w sumie trzydzieści pięć osób, a wiele z nich wpłacało znacznie więcej niż umówione 25 zł. Były przelewy po 30, 40, 100 a nawet jeden na 400 zł. W sumie zebrało się 1773,57 zł. Od tego trzeba by odliczyć koszt wysyłki trzydziestu pięciu pocztówek, który wyniósł około 280 zł, czyli zysku na czysto mam od Was Drodzy Czytelnicy 1500 zł. Będzie na paszport, na remont roweru, na kilka innych detali, i jeszcze zostanie na parę tygodnii śniadań, obiadów i kolacji. Bardzo serdecznie dziękuję wszystkim za tak nieoczekiwanie hojne wsparcie!

Przy okazji okazało się, że kartki sprzedawane w Peru nie są zbyt piękne, ale za to peruwiańska poczta działa zadziwiająco sprawnie i szybko: korespondencja dochodziła do Polski w nieco ponad tydzień i - póki co - niezawodnie. Każda z pocztówek zawierała pozdrowienia i kilka zdań, krótką relację z kolejnych dni w drodze z granicy ekwadorsko-peruwiańskiej do Limy. To było trudne zadanie, bo miejsce do pisania na pocztówkach jest minimalne, a słów nigdy nie brakuje. Obiecałem, że te krótkie zdania złożą się na tekst, który opublikuje się na niniejszej stronie. Oto i on, oto relacja z drogi do Limy spisana na trzydziestu pięciu kartkach pocztowych, część pierwsza (z dwóch).

Buzia lwa albo skrzynka na listy w Trujillo