środa, 22 maja 2013

Folkowisko 12-14 lipca 2013

Byliście może na Folkowisko w zeszłym roku? Jeśli tak, to pewnie wpadniecie znów w tym roku, jeśli nie, to warto to zmienić.


Festiwal inny niż wszystkie. Nie ma na nim miliona ludzi, nie sponsoruje go znana marka piwa (chociaż też jest w lipcu), nie śpiewa na nim ani Adele, ani Maria Peszek. Nie będzie się tam kręcił także Jurek Owsiak, chociaż ten festiwal jest także latem.

Przyjdą pewnie babcie z Gorajca i coś nam zapieją. Przyjdą dziadkowie, by snuć swoje gawędy. Spłynął poeci i muzycy, grajkowie z Polski i Ukrainy. Będzie polski folk, ale nie z pod znaku keybordu i pseudo-góralskiej nuty. Do tego zestawu dochodzi jeszcze Andrzej Stasiuk, chleb ze smalcem, gęsty roztoczański las, warsztaty rękodzieła, wycieczki, drewniana cerkiew opodal i dużo błogości. A tutaj zobaczycie ramowy program.

Podobno nawet autor tego bloga, który pojawił się tam i w roku ubiegłym, będzie na Folkowisku opowiadał o Białorusi, co ostatnio robi na okrągło. Ale mam nadzieję, że jakoś to przełkniecie.

 
 
Festiwal kultury pogranicza Folkowisko jest tworem niespecjalnie medialnym, raczej niszowym i propagującym ginącą kulturę ludową. Z budżetem, jak to zwykle w życiu bywa w przypadku rzeczy niepopularnych acz wartościowych, nie jest za dobrze.
-Folkowisko powstaje dzięki zapałowi całej wielkiej folkowiskowej rodziny, brakuje nam jednak funduszy, dlatego też postanowiliśmy poprosić o wsparcie - mówi organizator imprezy Marcin Piotrowski.
Festiwal można wesprzeć w akcji finansowania społecznościowego. Wpłacić można właściwie dowolną kwotę, a w zamian uzyskać najróżniejsze wyrazy wdzięczności: od chleba ze smalcem, przez płyty Jacka Kleyffa z jego autografem rzecz jasna, po sesje zdjęciowe w ludowych strojach. A dzięki tej pomocy zabawa będzie jeszcze przedniejsza! Dlatego:


wtorek, 21 maja 2013

Opowieść kirgiska o konflikcie

Przed Bałykczy szofer małej ciężarówki skręca w prawo, na południe, na Choczkor i Naryn. Ostatnie kilkadziesiąt kilometrów przejechane w kilka godzin w kurzu i pyle remontowanej drogi z Biszkeku wreszcie się skończyło, teraz już względnie równy asfalt północnym wybrzeżem Issyk-kul, do Czołpon Aty. Z brudnego skrzyżowania, zdobnego w betonowy szalet, podły bar i kilka handlarskich bud, widać jak zaczyna się, ale już nie kończy, gigantyczne jezioro.

W mercedesie (bo co innego może się zatrzymać w Kirgistanie) siedzi dwóch mężczyzn. Jadą ze stolicy.

"(...) widać jak zaczyna się, ale już nie kończy, gigantyczne jezioro."
Już dwa razy pisałem o konflikcie uzbecko-kirgiskim z perpektywy Uzbeków w tekstach Gdy on wychodzi do pracy, ona klęka i czyści mu buty oraz O tym, jak Pan Bóg uratował Uzbeków z Taszbulak w Dżalal-abadzie. Jest oczywiście także kirgiska narracja dla tej historii. Żadnej niespodzianki - jest diametralnie różna. Tak jak zawsze, jak wszędzie, jak abchaska wersja historii Abchazji różna jest od wersji gruzińskiej.

Kirgizi budują swoją opowieść o stosunkach z Uzbekami trochę jak Gruzini o Ormianach, albo i Polacy o Żydach... W każdym razie: ci pierwsi (Kirgizi, Gruzini, Polacy) mają być w tej opowieści wojownikami, szlachtą, patriotami i - ma się rozumieć - ludźmi honoru. Tym drugim (Uzbekom, Ormianom czy Żydom) przypada rola kupców, czy wręcz: sprzedawczyków i przebiegłych oszustów.

piątek, 17 maja 2013

O tym, jak Pan Bóg uratował Uzbeków z Taszbulak w Dżalal-abadzie

Z placu, na którym zwykle kupowałem arbuzy - przystanek Gor.Balnica - wychodzą w stronę wzgórza dwie drogi. Broniący się okoliczni Uzbecy zablokowali je barykadami, Kirigzi zniszczyli kilka budynków na samym placu i ruszyli z ofensywą kawałek dalej, do wsi Taszbulak, czyli "źródło z kamienia".

Wylotówka z Dżalal-abadu
Aliszer mówi, że zamieszki w 1990 roku były inspirowane z Rosji, jak niejeden konflikt w Azji. Ale Aliszer sam pamięta ten drugi konflikt, z 2010 roku, kiedy oprócz Osz i Uzgen, starcia objęły również Dżalal-abad.

Kirgizi byli wspierani - niejawnie - przez wojsko. Mieli dostać broń, pojazdy opancerzone, wśród atakujących znajdowali się czasem policjanci. Zamieszki rozpoczęły się w centrum, a Uzbecy w swoich dzielnicach barykadowali domu i ulice, część uciekała. Po dwóch dniach do Taszbulak przychodzi Kirgiz, który solennie zapewniał, że podmiejską wioskę atak z pewnością ominie.