wtorek, 3 stycznia 2017

Boliwia, estetyka i Nowy Rok

Jeśli chodzi o estetykę ogólnie, Boliwia to jest – trzeba to powiedzieć jasno i wyraźnie – hardkor (nie używałem tego słowa mniej więcej od czasów, kiedy chodziliśmy z M. w Gorgany, aliści nadszedł dzień by odgrzebać studenckie słownictwo, nawet kosztem niebezpieczeństwa, że zjawi się B. i mi wyrzuci, że „hardkor” to „rażące w uszy zapożyczenie”, na co musiałbym się zgodzić... no ale dopuśćmy „hardkor” na licencji owych gorgańskich wspomnień).

I mało tego. Najczęściej Boliwia w wyścigu za estetyką odpada w przedbiegach, to jest na etapie c z y s t o ś c i. Ja wiem, że to politycznie niepoprawne, że będą tacy, którzy mi to wezmą za postkolonialny europocentryczny świński szowinizm. Powołam się jednak na pioniera polskiego reportażu podróżniczego Kazimierza Nowaka (Afryka na rowerze tam i z powrotem w 5 lat w latach trzydziestych ubiegłego wieku) który się nie certolił i gdy Murzyni byli leniwi, pisał: Murzyni są leniwi. Aha, no więc i ja napiszę: w Boliwii jest, cholera, brudno.

No, z tą estetyką w Boliwii to oczywiście istnieją też wyjątki.

wtorek, 27 grudnia 2016

Siedem najciekawszych wpisów 2016 roku

Jako prezent świąteczny: siedem najciekawszych wpisów 2016 roku. W zeszłym roku wybieraliście Wy (zob. Najpopularniejsze wpisy 2015), teraz kolej na mnie. Mam nadzieję, że poniższymi propozycjami zrobię realną konkurencję Kevinowi samemu w domu.

1. Gawęda o tożsamości latynoamerykańskiej

Czyli: co to znaczy być z Ameryki Południowej? Oraz - bo nie mogło tego zabraknąć - "a sprawa polska".

"W osiemnastym wieku mniej niż połowa obywateli Rzeczypospolitej mówiła po polsku. Przed pierwszą wojną światową było to sześćdziesiąt kilka procent. Teraz jest nas 99% i 99% z tych 99% krzyczy, że zawsze tak było bo psychicznie nie zniosłoby innej wersji. Dlaczego? Bo by oszaleli z niepewności. [...] W 1808 roku w Wenezueli żyło: 200 tysięcy białych (różnych narodowości), 207 tysięcy członków dziesiątków różnych narodów rdzennych, 433 tysiące Pardów, czyli Metysów, Mulatów i Zambo, i 60 tysięcy czarnych niewolników (różnych plemion afrykańskich). Do tego – nie licząc drobniejszych fal imigracyjnych – po II wojnie światowej do mającej wówczas pięć milionów obywateli Wenezueli dojechało między milion a półtora miliona Europejczyków (znów: różnych narodowości, 300 tysięcy Włochów, 200 tysięcy Hiszpanów i tyluż Portugalczyków i tak dalej, a w ogonie: kilka tysięcy Polaków). No, i to też jest tożsamościowy heavy metal. „Też”, bo w Rzeczypospolitej Obojga Narodów narodów również było znacznie więcej niż dwa, o czym śpiewa Jaromir Nohavica w Cieszyńskiej. Kontekst rasowy również zaznaczył się w obu przypadkach. W Wenezueli, w ogóle w całej Ameryce Łacińskiej, a zwłaszcza w tak rasistowskich krajach jak Urugwaj czy Argentyna, pozostaje żywe uprzedzenie do dołów piramidy społeczeństwa kolonialnego: narodów prekolumbijskich i afrykańskich. W Polsce nie jest inaczej, o czym przypomnieli nam nie tak dawno kibice Legii Warszawy na wyjazdowym meczu na Litwie, jeśli dobrze pamiętam, gdzie krzyczano by litewski chłop drżał przed polskim panem."

Ekwadorczyk

wtorek, 20 grudnia 2016

Ludzie: napełniać się młodością


Wszyscy moi koledzy, którzy mieli raka, umarli. Wszyscy – w otoczeniu rodziny. Żona, bracia i dzieci wozili ich do lekarzy, sadzali na kanapie, mówili: nic nie rób, nie wysilaj się, jesteś chory, nic nie możesz zrobić. Oni nie umarli na raka, tylko na depresję, na bezczynność.

Hernan