Autostopem przez Iran, Górski Karabach i Abchazję - podsumowanie

->zobacz Iran w pigułce
->zobacz pełną relację z Iranu 
->zobacz poradnik wejścia na Kazbek

Przyszedł czas (tzn. znalazłem trochę czasu) na podsumowanie mojej ostatniej podróży autostopowej. Otóż, jak może któryś z Zacnych Czytelników wie, w wakacje 2011 roku pojechałem autostopem do Iranu, następnie do Górskiego Karabachu, zaraz potem do Abchazji, po której to Abchazji zdobyłem górę Kazbek i spędziłem trochę czasu w górach Tuszetii. A że najbardziej przemawiają do człowieka obrazki i liczby - zamieszczam niżej obrazek przedstawiający z grubsza trasę jaką pokonałem i trochę liczb.


trasa podróży


A teraz liczby (i inne takie tam...):
czas podróży: 64 dni
długość trasy: ok. 17 000 km
ilość odwiedzonych krajów: 9 (Czechy, Słowacja, Węgry, Serbia, Bułgaria, Turcja, Iran, Armenia, Gruzja)
ilość odwiedzonych krajów, których nie ma: 2 (Abchazja i Górski Karabach)
zrobionych zdjęć: jakieś 2300
wydane pieniądze: ok. 1800zł
zarobione pieniądze: 600 000 IRL czyli jakieś 180zł (zarobione grając w filmie w Kermanie)
potrzebne wizy: Iran (75 EUR), Armenia (3000 AMD, czyli jakieś 24zł), Górski Karabach (3000 AMD), Abchazja (20 $)

Do tego setki złapanych stopów (i kilka stopów które same mnie złapały) i jeszcze więcej pomocnych, życzliwych i otwartych ludzi. W związku z czym chciałbym najserdeczniej podziękować wszystkim, którzy mi pomogli lub chcieli pomóc: poprzez podwiezienie, wskazanie drogi, przenocowanie, nakarmienie, rozmowę i nie tylko. Dziękuję Wam (jeśli to czytacie) gorąco, bo bez Was ta podróż w żadnym razie nie byłaby możliwa (i nie jest to czcze gadanie - autostopem jeździłoby się dość trudno gdyby nikt stopowiczów nie zabierał)!
Ale nie chodzi tu tylko o podwiezienie. Chodzi o możliwość kontaktu z ludźmi z wszystkich regionów przez które przejeżdżałem, możliwość poznania życia prawdziwych ludzi (jak choćby przez wpadnięcie do kuzynów kierowcy wypasających owce czy do domu kolegi kierowcy na herbatę) co byłoby absolutnie niemożliwe bez otwartości i zaufania jakim byłem obdarzany. Pomocnych ludzi było tak wielu, że trudno byłoby tu wymienić choćby 1/10 z nich - po takiej wyprawie człowiek zyskuje na nowo wiarę w ludzi. I poznaje wiele nowego, jak np. piosenkę której teledysk załączam poniżej. Piosenka jest o tym, że na obiad mamy tylko spleśniały chleb ale i tak jest fajnie ("niam niam niam niam"), chociaż nasi sąsiedzi mają pełną lodówkę ("mortadela i nutela")  : ). Ta radosna pieśń towarzyszyła nam podczas szalonego nocnego rajdu z granicy bułgarsko-serbskiej pod sam Wiedeń ("niam niam niam niam").


Dziękuję również osobom, które przez pewien krótszy lub dłuższy czas towarzyszyły mi w podróży i z którymi spędziłem wspaniały czas. Warto tu wymienić w szczególności Astę (Islandia) z którą jeździłem stopem w okolicach Yazd i Shirazu, Karla (Islandia) z którym wszedłem na Kazbek i przedreptałem przez Tuszetię, Katarinę (Słowacja) z którą chodziliśmy po Abyoneh i Esfahanie, Mikela (Hiszpania) z którym grałem w filmie w Kermanie oraz Natalię i Michała (Polska) z którymi spotkałem się w Górskim Karabachu.

Dziękuję również Wam, tzn. wszystkim tym, którzy czytali na bieżąco notki z podróży, zostawiali komentarze, pytali czy jeszcze żyję (albo nie czytali tylko w ogóle czasem pytali czy jeszcze żyję, albo chociaż myśleli o mnie czasem : ) ) - Wasze wsparcie było dla mnie bardzo miłe.

Tak. Przejeździłem więc ponad miesiąc w kraju, który wszystkim kojarzy się zazwyczaj z terrorystami i wojną (zupełnie nie wiedzieć czemu) czy też islamskimi oszołomami (to tak jakby twierdzić, że wszyscy obywatele PRLu byli zatwardziałymi komunistami). Następnie odwiedziłem dwa kraje, które de facto nie istnieją, a ich wyobrażenia to zwykle coś w stylu pół narodu ukrytego w krzakach z karabinami. A jako że podróże kształcą zobaczyłem na własne oczy, że to wszystko nie prawda. Nie prawdą jest również, że na Kazbek trzeba wchodzić w turbo spodniach z super membranami. Oczywiście, że to bzdura, da się w jeansach. Tak.

I co teraz? Teraz mam tematów do pisania na blogu na cały następny rok ; ). Dużo miejsc, sytuacji, informacji (takich jak np. zdobycie wizy) czeka na opisanie i będę chciał to jakoś sukcesywnie robić. Mam też, jak już napisałem, ponad 2 tysiące zdjęć, z czego część wrzucę gdzieś w internet niedługo (obecnie nie mam internetu w mieszkaniu, ale myślę że tak w październiku zdjęcia znajdą się na picasie czy innym flikerze). Może wybiorę też jeszcze mniej zdjęć i zrobię jakieś slajdowisko? Hm hm. Ale nade wszystko to czeka mnie przeczytanie wielu książek o których słyszałem, które mi polecono lub które sam gdzieś sobie wynajdę. O historii, sytuacji politycznej i kulturze regionów, które widziałem. Historię, szczególnie tę najnowszą, czyta się zupełnie inaczej kiedy zna się ludzi których ta historia dotyczy.

Tak. Czyli na koniec taka reklama: czytajcie, sprawdzajcie, oglądajcie, bo dużo rzeczy zamieszczonych tu będzie (hej!).

A jeśli ktoś nie wie o co chodzi, to tutaj zarzucam linki do wszystkich postów z podróży:
Jadę!
Podróże z Grupą Wyszehradzką i takie tam
Przypadki Wojtka na wschodzie Iranu
Armenio witaj (czy coś)
W Tuszetii jest pięknie

na zakończenie moja szczęśliwa gęba na Kazbeku

Komentarze

  1. A my siedzący w domu i czytający Twoje opowieści możemy Ci tylko pogratulować, pozazdrościć i pomarzyć, że może i my kiedyś..., gdzieś... pojedziemy..., zobaczymy..., porozmawiamy z niesamowitymi ludźmi...
    Niewielu stać na taką wyprawę. Dlatego szczerze podziwiamy też tych wszystkich, którzy tam z Tobą byli, pocili się na pustyni, zdobywali Kazbek,przeżywali trudy podróży, o których my nie mamy nawet pojęcia.
    Dzięki za pokazanie świata. Bo co z tego, że on jest taki ciekawy - trzeba jeszcze ludzi, którzy go nam pokażą.

    OdpowiedzUsuń
  2. Utwór pierwsza klasa, zwłaszcza te wstawki "mniam mniam..." Nie ma to jak dobre podejście do życia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Piosenka super - coś mi się zdaje, że oddaje w całości Twoją filozofię życia... (i nie tylko Twoją:)
    I pytanie niedyskretne:))) - czy rzeczywiście była Ci potrzebna do szczęścia ta dziewczyna????

    OdpowiedzUsuń
  4. Czekamy na nastepne relacje :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Gratuluję odwagi! Niesamowite! A bloga sobie poczytam oj poczytam z ciekawością:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie ma co zazdrościć - trzeba ruszyć pupę i samemu ruszyć w świat :) To wcale nie jest takie trudne jak się wydaję :)

    OdpowiedzUsuń
  7. "czy rzeczywiście była Ci potrzebna do szczęścia ta dziewczyna?" - nie! a czy ja tak kiedykolwiek napisałem : >?

    "trzeba ruszyć pupę i samemu ruszyć w świat :) To wcale nie jest takie trudne jak się wydaję :) "
    ot co! : )

    OdpowiedzUsuń
  8. "trzeba ruszyć pupę i samemu ruszyć w świat :)", mądre słowa. Sam siedzę w miejscu, ale może czas to zrobić. Jak skoczkowie narciarscy, na początku skoki po pięć, dziesięć, dwadzieścia metrów, a potem szybowanie na największych skoczniach nie jest straszne. Kilometr, dziesięć, sto, tysiąc. Tylko w podróżowaniu ograniczeniem stanie się tylko nasza wyobraźnia. Znakomity pomysł na życie, i blog rewelacja.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja też chętnie podróżuję w te rejony. W Górskim Karabachu byłem 2 lata temu.

    OdpowiedzUsuń
  10. Jesteś spoko. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Dzięki za motywację... :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Komantarzopisarze proszeni są o się podpisanie!

Popularne posty