Urocza wioska Abyaneh


Z Kashanu pojechałem do Abyaneh - uroczej wioseczki pod górami, gdzie wszystkie domki są czerwone a ludzie chodzą w ludowych strojach i przewożą dobytek na osłach. Ostatni pojazd jakim jechałem do Abyaneh to perski pickup: Zamyad, którego ujeżdżaliśmy wspólnie z parą Czechów, a w samej wiosce dołączyliśmy do reszty Grupy Wyszehradzkiej w postaci Węgra i Słowaczki (mówiącej po słowacku, czesku, polsku, niemiecku, angielsku, węgiersku chyba też i w farsi). Cała ta czwórka podróżowała sobie rączo po Iranie, z tym że raczej transportem publicznym. Po drodze do Abyaneh przejeżdża się obok sławnych irańskich instalacji nuklearnych pod Natanz. Mijając ten znienawidzony w świecie przybytek widzi się dookoła znaki zakazujące robienia zdjęć oraz sporo stanowisk z karabinami maszynowymi, więc tu już nie byłem takim chojrakiem jak w Teheranie i się od fotografii powstrzymałem.

Ujeżdżając Zamyada
W samym Abyaneh połaziliśmy po wiosce i trochę po okolicznych pagórkach. Zeżarliśmy nawet nieco moreli ze znalezionego opodal drzewa. Właściwie to w wiosce nie ma żadnych atrakcji typu lunapark, kino czy dyskoteka, ale na pewno warto tam pojechać. Ludzie faktycznie chodzą w tych swoich chustach niczym z Zakopanego. Czerwone zabudowania ostro odcinają się od intensywnie zielonych drzew i żółtej ziemi (gdzieniegdzie). Mocne, naturalne barwy, silne kontrasty. Piękności same. Atmosfera jest dość senna, pewnie dlatego, że znajdujemy się na pustynnej patelni nagrzanej do 45 stopni. Ruch w tej miejscowości... no... nie ma go, ale w końcu udało nam się stamtąd wydostać (na raty) i spotkać znowu w Esfahanie, czyli takim jakby perskim Krakowie, że to niby stolica kultury i czego tam jeszcze. Jakby ktoś chciał koniecznie nie jechać tam stopem, to można dojechać najpierw busem z Kashanu do Natanz, a stamtąd już podobno coś do Abyaneh jeździ, ale to tak z częstotliwością typu raz na dzień. Ale chyba pojedziecie tam stopem, nie? A teraz kilka zdjęć na zachętę z niezwykle elokwentnymi podpisami:

Babo, porozmawiaj z sąsiadem
Baba na ośle
Pan z taczką
Uliczka
Ulubiona rozrywka w Iranie: rozbicie namiotu w przestrzeni publicznej i jedzenie. Coś jak nasz grill na działce. Uwielbiają to. I wszyscy mają namiot tego samego kroju, butlę gazową, czajnik na herbatę, dywan do siedzenia, często duży termos z czymś chłodniejszym i arbuza. A i grill zdarza się od czasu do czasu 
Chłop idzie, osioł taszczy


Baba taszczy





Komentarze

  1. Fenomenalne miejsce :-). Zwłaszcza rano, jak jeszcze ludzi nie ma...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Komantarzopisarze proszeni są o się podpisanie!

Popularne posty