Opowieści abchaskie (3): abchaska wersja historii Abchazji z gruzińskim komentarzem

 Opowieści abchaskie  | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 |

Przydługi wstęp 

Jak się więc okazało Abchazja nie miała nic z tego, co opowiadali Gruzini: żadnych ludzi biegających po krzakach z kałachami, dandżerus separatist, oczeń opasno, nawet nikt mnie nie porwał, żenada. Jedna długa plaża pełna ruskich turystów i zasadniczo nic więcej. Popkorn, wata cukrowa, balony na hel w kształcie Myszki Miki i inne odpustowe gadżety dla przyjezdnych. Dla mieszkańców zaś bieda, bo ceny wysokie, a zarobki poza turystyką nieszczególnie pokaźne. W końcu abchaska gospodarka to ruscy turyści i mandarynki - no taka niestety prawda.

Skupmy się jednak na historii. Historia Abchazji w wydaniu abchaskim - to pewna nowa jakość. Zachód jest zazwyczaj mniej lub bardziej przychylny Gruzji, dlatego zazwyczaj w mediach usłyszymy historie podawane z Tbilisi. Wojciech natomiast, w poszukiwaniu prawdy (prawdy pospołu z dobrem oczywiście, jakie to podniosłe, prawda?), udał się do Abchazji. No dość już: poniżej zamieszczam wersję historii Abchazji, którą złożyłem z opowiadań napotkanych przeze mnie ludzi, głównie zaś abchaskiego Megrela imieniem Roland oraz Rosjanina imieniem Lew. Uwaga: nie gwarantuję, że to co napiszę jest prawdą. To jest prawdą w Abchazji, a jak wiadomo, każdy ma swoją prawdę i nikt nie zagwarantuje, że ich prawda jest bardziej ichsza niż mojsza lub twojsza.

*ZAWSZE - ten jeden przypis umieszczam na górze, bo się pojawia w pierwszej linijce. Słowo "zawsze" jest na Zakaukaziu słowem kluczowym. Każdy naród twierdzi, że był tam już od zawsze, a główną rolą państwowych instytutów historycznych czy archeologicznych jest dowieść jak bardzo "zawsze" dane państwo na Zakaukaziu urzęduje. Najbardziej znane jest oczywiście przekomarzanie się na ten temat Ormian i Gruzinów, dla których jednostka "zawsze" wynosi kilka tysięcy lat. I to przekomarzanie się również trwa od zawsze i to do dziś. Nawet tutaj w Lozannie studiujący ze mną Sargis i Sandro przekonują się co do tego kto i kiedy zajmował które ziemie. I to się nigdy nie kończy, a im więcej czaczy - tym większa Wielka Gruzja, a im lepszy koniak - tym większa Wielka Armenia.

Abchaska wersja historii Abchazji

Abchazja istniała od tzw. ZAWSZE*, które to zawsze sięga mniej więcej VI wieku. (Tu następuje przerwa w narracji w celu ominięcia przynależności do Gruzji oraz tureckiego panowania od XV do XIX wieku) W XIX wieku Turcja traci panowanie nad terytorium Abchazji na rzecz carskiej Rosji. Na tamten moment mniej więcej połowa Abchazów była muzułmanami, którzy to muzułmanie wyjechali za Turkami do Turcji, chrześcijanie natomiast zostali. Obecnie w Turcji ma żyć jakieś 800 tysięcy Abchazów (podczas gdy w Abchazji mieszka ich jakieś 200 tysięcy), głównie na wybrzeżu Morza Czarnego. Chrześcijańscy Abchazi boją się, że ich islamscy ziomkowie wrócą, zaczną robić interesy i kraj stanie się muzułmański. Jednocześnie jednak tureccy Abchazi pomagają swoim rodakom finansowo, kwitnie handel między Turcją a Abchazją.

W czasach ZSRR początkowo Abchazja i Gruzja stanowiły dwie odrębne republiki rad, lecz Stalin (Gruzin) zdecydował o przyłączeniu Abchazji na prawach autonomii do Gruzji. W praktyce więc Gruzini sprawowali władzę nad tym terytorium, narzucając swój język jako urzędowy oraz obowiązujący w szkołach. Abchazi byli traktowani jako obywatele drugiej kategorii, dyskryminowani np. przy poszukiwaniu pracy. "Gruzinizacji" dopingował kulega Ławrientij Beria (też Gruzin). Wtedy też na wybrzeżu zapanowała malaria i autochtoni wynieśli się w góry. Władze centralne podjęły działania antymalaryczne i wybrzeże Abchazji znów stało się atrakcyjnym miejscem do życia i wtedy właśnie Gruzini osiedlili się na tamtych terenach (wcześniej ich tam nie było rzecz jasna). Wprowadzono nawet zakaz osiedlania się Abchazów bliżej niż 40km od morza.

Po rozpadzie ZSRR do władzy w Gruzji doszedł Gamsachurdia i jak to w większości postsowieckich republik miał on program zbudowania/odbudowania państwa narodowego, w związku z czym w Abchazji zakazano abchaskiej edukacji, a oficjalnym językiem był wyłącznie gruziński. Ogólnie w Abchazji było gorzej niż na reszcie terytorium Gruzji. W 1992 roku wybuchła wojna, Abchazja ogłosiła niepodległość, a gruzińskie wojska weszły do regionu. Abchazji w wojnie pomagała Rosja (dokładnie: głównymi pomagierami byli podobnoć ludzie z koalicji narodów Kaukazu Północnego, ale dowodzili/szkolili ich często rosyjscy oficerowie). Po wojnie wygnano Gruzinów, którzy brali udział w walkach (inna wersja: wygnano Gruzinów, ale nie Megrelów - podobno zresztą Megrelowie mieli swój własny alfabet, ale zaginął). Przed wojną populacja Abchazji stanowiła około 500-650 tysięcy mieszkańców (różne wersje), z czego ponad połowę stanowili Abchazi (gdzie indziej czytam, że było ich raptem kilkanaście procent), resztę zaś mieszanka różnych narodowości, głównie Gruzinów, Ormian i Rosjan. Gruzini podczas wojny byli niebywale okrutni, zabijali brzemienne kobiety (w książce "Dobre miejsce do umierania" Wojciech Jagielskiego czytamy coś kompletnie przeciwnego, ale pewnie jedni i drudzy byli okrutni, chociaż akurat w tym wypadku moim zdaniem właściwie bardziej prawdopodobne, że to jednak Abchazi podczas wygnania Gruzinów wyżywali się na nich, ale kto ich tam wie).

Obecna sytuacja jest taka, że Abchazja jest praktycznie niezależnym państwem, chociaż nie uznawanym na arenie międzynarodowej, dlatego większość Abchazów posługuje się paszportem rosyjskim. Prawdo zabrania obywatelom innych państw (w tym Rosji) zakupować ziemi czy domów. Abchazji wcale nie zasiedlają Rosjanie, mieszka ich tutaj zaledwie tysiąc lub dwa. Rozmówcy sami jednak przyznają, że edukacja odbywa się w języku rosyjskim (a podobno nie o taką Abchazję walczyli).


Komentarz niezawisłego Wojciecha i paru Gruzinów

Tak. Podobno wojna poszła o tę edukacje abchaską głównie, a teraz uczą się po rosyjsku zamiast po gruzińsku. Alfabet "abchaski" to generalnie cyrylica z kilkoma innymi znakami.  W republice nieustannie słyszy się język rosyjski, ciężko zasłyszeć abchaski. Rosjanie masowo zasiedlają Abchazję, wykupują domy po Gruzinach. Większość reklam i szyldów na ulicach jest po rosyjsku. W mojej opinii kraj, którego rola sprowadza się do usługiwania bogatym Rosjanom na plaży i zbierania mandarynek nie ma zbyt wielkiej szansy na niezależność i odrodzenie kulturalne. Przy minimalnym gospodarczym, politycznym czy militarnym Abchazji Rosja jest jedynym gwarantem jej "państwowości", sprawując praktyczną kontrolę nad tym terytorium. W szczególności posterunek graniczny na Ingurze wypełniają chyba wyłącznie Rosjanie (nie jest to jednak nic nadzwyczajnego, bo myślicie kogo spotykamy na granicach ormiańskich?). Tak zwany Zachód, izolując Abchazję, strzela sobie bramkę samobójczą, bo im większa izolacja, tym bardziej Abchazja skazana jest na związki polityczne, gospodarcze, militarne i kulturalne (o ile istnieją) tylko i wyłącznie z Rosją. Budowane są wielkie rosyjskie bazy wojskowe jak pisałem i pokazywałem ostatnio. Abchazja jest właściwie protektoratem Rosji, i to dużo bardziej zależnym niż protektoraty UE czy w szczególności Niemiec w południowej Europie znane bliżej jako Kosowo czy Grecja. W Grecji przynajmniej nie mówią po niemiecku.

Jak to ktoś grzecznie napisał na Wikipedii: "Rosyjska Duma poszukuje prawnych środków, które pozwoliłyby włączyć ten region do Federacji Rosyjskiej".

Gruzini oczywiście uważają, że na terenie Abchazji zawsze była Gruzja i przed wojną przygniatającą większość populacji stanowili Gruzini (faktycznie - przynajmniej wg Wikipedii było ich ponad 2.5 razy więcej niż Abchazów). Ci, którzy są skłonni przyznać, że jednak istniało tam królestwo Abchazji dodają, że obecni Abchazi nie mają nic wspólnego z historyczną Abchazją: mówią, że rzeczywiście istniał naród abchaski, ale zasymilował się z Gruzinami/wyginął/cokolwiek a na te tereny sprowadzili się górale z północnego Kaukazu (co pod względem językoznawczym wydaje się nawet prawdopodobne).

Dla sprawiedliwości trzeba tu również dodać, że są również tacy "postępowi" Gruzini, którzy uważają, że dzisiejsi Ormianie również nie mają nic wspólnego z historyczną Armenią. Sakartwelo i Hajastan. No zawsze to samo :-).

Zura (Gruzin) opowiadał, że Gruzini i Abchazi zawsze żyli w harmonii, a obecna separacja Abchazji to dzieło wielkiej polityki. Rosji oczywiście każdy konflikt na południe od Kaukazu jest na rękę - pozwala przysłowiowo "trzymać łapę" na regionie, kontrolować sytuację między zwaśnionymi narodami. Rosjanie mieli sprowokować secesję Abchazji w '92 roku. Jest to pogląd szeroko rozpowszechniony w Gruzji, a nawet w Abchazji co starsi ludzie potrafią się na to zgodzić. Starsi. Bo młodzi (jak Roland) zagorzale wykrzykują wszystko co złe przeciw Gruzji, zachowując przy tym bezkrytyczny stosunek do Rosji - propaganda putinowska ma się wyśmienicie!

A Zura swoją drogą powiedział mi jeszcze parę ciekawych rzeczy. Np. o tym, że tereny dzisiejszej północno-wschodniej Turcji należały do Gruzji, ale car rosyjski (Rosja zajmowała wówczas Gruzję) zamienił je z Turkami za Krym. Ataturk wiedział, że Gruzini są wielkimi patriotami i żyjąc razem mogą być niebezpieczni, więc przesiedlił ich wgłąb Turcji osobno w różne miejsca, oni jednak zachowali swój język. Z kolei 400 lat temu perski szach Abbas (Persja zajmowała wówczas Gruzję) przesiedlił 300 tysięcy Gruzinów z Kachetii do Persji, niedaleko granicy z Afganistanem, bo wiedział, że Gruzini to wojowniczy naród, a potrzeba było takich ludzi w tamtym regionie. Jednocześnie przesiedlił wgłąb Persji Ormian, by rozwijali handel (patrz dzielnica Jolfa w Esfahanie). Gruzini nie zachowali ponoć swej religii, ale język i owszem. Faktycznie, coś jest na rzeczy. Brat mojego couchsurfera Masouda z Meszhedu nawet był w gruzińskiej wiosce kręcić o nich film zdaje się. Jest to ciekawe zjawisko: ludność posługująca się starogruzińskim sprzed kilku wieków! Oczywiście z silnymi naleciałościami perskimi, ale zawsze. Z tym, że wg Masouda oraz źródeł bardziej obiektywnych niż Zura, osady gruzińskie mieszczą się bliżej Iraku niż Afganistanu (jakieś 200km na zachód od Esfahanu, czytaj tutaj).


Na koniec jeszcze odsyłam do tego, co o Abchazji sądzi Wikipedia. Ale znów: czy tam znajdziecie prawdę? A wiadomo kto to pisał, kto i jak robił cytowane statystyki, co czytał, skąd pochodził, kogo spotkał na swojej drodze... ? Nie tak łatwo z tą historią i prawdą, szczególnie na Zakaukaziu.

Na koniec wszystkich końców zachęcam bardzo do przeczytania wywiadu z człowiekiem dalece bardziej zaznajomionym z Abchazją niż ja, Wojciechem Góreckim. Zobaczycie, że nie tylko ja mam takie czarne obserwacje i wizje co do przyszłości tego "kraju".

Most czeriez rieku Inguri

Komentarze

  1. takie bajdurzenie, zupełnie jak małe dziecko z przedszkola.

    OdpowiedzUsuń
  2. Uff, na szczęście zawsze znajdzie się jakiś inteligentny czytelnik który napisze coś konstruktywnego!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Komantarzopisarze proszeni są o się podpisanie!

Popularne posty