Aktualności: wulkaniczna wyspa, koncerty i uliczna sława [z trasy]

Od kiedy pisałem coś, co nie jest ogłoszeniem konkursu, poradnikiem dla wyjeżdżających na Białoruś czy notką o tym, że dalej nie wiadomo co z Robertem, minął miesiąc. Co się działo przez ten czas? Zastosujmy po raz kolejny metodę turboszybkiej fotorelacji, jak to uczyniłem przy skoku z Salwadoru przez Honduras do Nikaragui. Zaktualizowana mapa podróży znajduje się jak zwykle w zakładce W trakcie: rowerem przez Amerykę. Czyli tak, ostatnio było o tym, jak siedziałem w Granadzie w szkole cyrkowej, potem...

Pojechaliśmy z S. (tj. z tą, która śpiewa) na plażę Maderas a potem na wyspę Ometepe na jeziorze Nikaragua. Rozmawialiśmy z małpami (nawiązanie komunikacji zajmuje dobrą chwilę, ale w końcu zaczynają odpowiadać), leżeliśmy w hamaku i gapiliśmy się na wulkan
A jak to działa z tymi małpami? No normalnie, idzie się do dżungli...
i tam już się spotyka małpy białe...
małpy czarne...
małpy z wąsami, no pełen wybór!
Są nawet małpy rysowane na kamieniach.
Zasadniczo na Ometepe jest fajnie. Niemniej jednak jest to wyspa, więc wydostać się z niej trzeba łódką. A dokładniej to statkiem z bananami, który płynie w siną dal.
W siną dal statek z bananami dopłynął w nocy, a że w tejże sinej dali mają długie betonowe pomosty, które są tak długie, że ich końca ze wsi nie widać, to się można spokojnie położyć i spać. Rano wita nas widok niebiański, dzień dobry
No i tak jadę, jadę, spotykam milych ludzi, tanie obiady, sekciarzy-biznesmenów, przekraczam Rio Frio i nagle wszystko wybucha i ogniem zieje i następuje zmiana gigantyczna, jak przy wjeździe do Belize z Petenu (ciekawe czy Peten z Gwatemali ma coś on wspólnego z marszałkiem Petainem z Vichy), to znaczy dzieci do szkoły, zamiast bydlęcej ciężarówki, wozi teraz klimatyzowany autobus, drogi są równe, ludzie cieszą japy spoglądając w swoje portfele, tak że nawet te ceny w sklepach nie strasza ich tak jak mnie.

Krowy są szczęśliwe, góry w miarę czyste, nauczyciel stażysta zarabia 1500$ miesięcznie (tak, właśnie tyle) i w ogóle jest trochę jak w Szwajcarii. I to wszystko do kupy nazywa się Kostaryka.
W szkole języków współczesnych Uniwersytu Kostarykańskiego UCR uczą zdaje się polskiego, ale nie wiem z jakim skutkiem (zob. na banerze w lewym dolnym roku: "Cseść" - no coś nie wyszło... a nawet ich upomniałem, żeby poprawili, dziady!)
San Jose, znaczytsja stolica Kostaryki, jest o tyle fajne, że w przeciwieństwie np. do Martwego Królweskiego Zapuszczonego Miasta Krakowa - jest żywe. I w przeciwieństwie do innych stolic Ameryki Środkowej: San Salwadoru, Ciudad de Guatemala czy Tegucigalpy, ludzie wychodzą na ulicę po zmroku, nie bojąc się, że za każdym rogiem moga dostac nożem pod żebro. W parkach można spotkać ciągle sie odbywające festiwale mniejsze czy większe, jak kilka spektakli teatru tańca na które trafiłem przypadkiem na Placu Demokracji. Innym razem na tym samym placu ktoś przyniósł głośniki, rozłożył dywan i ludzie zaczęli tańczyć tango. Inni siadali na schodkach, patrzyli, gadali. Spokojnie, zwyczajnie, sympatycznie. A w Parku Morazan na przykład (na zdjęciu powyżej i poniżej) skupiają się wszyscy okoliczni cyrkowcy, żonglerzy, grajkowie, monocykliści i inni wariaci.
Morazan wieczorową porą
W każdą sobotę odbywa się program "Zakochaj sie w swoim mieście": wtedy na parkach i skwerach mieszkańcy bawią się hula hop, słuchają koncertów, grają w pingponga, tańczą salsę, oglądają teatr (tak, tak, te altany i sceny w parkach, które u nas zwykle służą za pisuary dla Ach Tej Dzisiejszej Młodzieży w San Jose używa się zgodnie z przeznaczeniem!). I miasto żyje, piękny widok, piękne są te żywe parki. W tym moim Krakówku co to w nim żyłem 6 lat jak tak sobie pomyślę o placach i parkach to cóż... Rynek - plac Turystów i Pijanych Angoli. Mały Rynek - plac Tandetnych Targów Trwających Przez Cały Rok. Plac Bohaterów Getta - plac Martwy - Zabity Przez Ekspansję Pomnika Tychże Bohaterów. Plac Wolnica - plac Zaniedbany. Chyba tylko na Błoniach można spotkać normalnych ludzi spędzających czas i gdzieś w dalszych lokalizacjach, w parku Bednarskiego dajmy na to. Centrum jest martwe. Centrum jest martwym skansenem.
Salsa miejska na Placu Hiszpańskim
Dziecięce szachy - tamże
W San Jose znajdziemy też całe mnóstwo teatrów, w tym całe mnóstwo komediowych, do których zasadniczo nie pałam jakąs nadmierną sympatią, ale wybrałem się, dla odmiany. Drugim zaś razem poszedłem do Narodowego. I co? I pełne obłożenie, czy to narodowy, czy jakaś tam komedyjka na przedmieściach. Chociaż poziom ciekawości sztuk bez szału ; ). No ale może akurat nie trafiłem.
Natomiast poziom dziur w moich spodniach rósł już niepomiernie i nie nadążałem z zaszywaniem, więc musieliśmy sie rozstać, oh ah!
Mieszkałem chwil parę na farmie w Coronado (15km od stolicy), gdzie również gnieżdżą się cyrkowcy, piją dobrą kawę i śpią do późnego ranka - zaprowadził mnie tam Miguelo, ten sam, którego poznałem w Granadzie

W Coronado też mają kasę. Trzydzieści lat temu walnęli sobie betonową kopię gotyku - no masz... Ale prezentuje się nie tak najgorzej, nie? Nawet witraże są, i rozeta... Tylko te boczne wsporniki juz sobie darowali
Trafiłem na Festival Internacional de las Artes. Muzyka, teatr... a właśnie, i kto otwierał scenę teatralną? No wiadomka, że NASI: Teatr Ósmego Dnia z Poznania.
Z całą swoją imponującą scenografią, ze skrzydlatym statkiem włącznie. Po wystepie obstąpiła ich taka typowa gombrowiczowska Polonia
Ale nie tylko muzyka, teatr, kino czy fotografia, ale i sporo wydarzeń wciągających widza do akcji, jak na przykład labirynt, w którym przejście każdych drzwi wymaga rozwiązania zagadki...
Dla różowych dzieci - różowe zabawki
Byli i Majowie z gwatemali
Ja natomiast dorabiałem sobie grając, jak lata temu w Liverpoolu... Przyjemnie było i nawet stałem się sławny za sprawą artykułu w 89decibeles, portal ponoć popularnym. Potem podchodzili do mnie ludzie i pytali, czy to nie ja aby... Tak. A raz też przyszła policja i mnie wygoniła, bo, panie, grac nie wolno (fot: Kto Inny)
Kostaryka dzieli ze Szwajcarią sporo podobieństw, np. schizofrenię. W Szwajcarii ludzie wieszają sobie na ścianach zdjęcia portugalskich uliczek z rozwieszonym kolorowym praniem, bardzo im się to podoba. Ale sami zdecydowali, że dla celów estetycznych wieszac prania na balkonach u nich nie wolno. W Kostaryce podobnie: zbudowali pomnik ulicznym grajkom, ale grać na ulicy nielzja. To znaczy teoretycznie można, spytałem pana policjanta i poinstruował mnie gdzie mogę uzyskac pozwolenie. Udałem się tam, gdzie mnie posłał i dowiedziałem się jak to się robi, i że proces wyrabiania pozwolenia trwa 2 miesiące. Haha. Ha. A potem jeszcze spotkałem harfiarza-Kolumbijczyka, który opowiedział mi, że po tych dwóch miesiącach zawsze odpowiadają: NIE.

Rozwinąłem nieco również swoja trase koncertową występami w El Sotano i Cafe Kracovia. W tej drugiej właściciele mają ojca Polaka, ale mówią już słabo (jeszcze gorzej piszą). Natomiast kawiarnia oprócz pierogów (ruskich, oczywiście, żeby było po polsku) nie oferuje nic naszego. Jest natomiast drrrogo (40zł za 6 pierogów? na szczęście podarowali mi je za darmo po wystepie)  (fot: Ktoś Jeszcze Inny)

Policjanci jak akurat nie wyganiają grajków z ulicy - jeżdżą na rowerach
No ale dość tej stolicy, jedziemy dalej. W Cartago na ten przykład jest katedra, a przed katedrą całować się nie wolno

Natomiast sama świątynia niczego se
Poza tym góry, jeziora, jeziora oczywiście ogrodzone, w końcu to Ameryka Środkowa

No jak w Szwajcarii, tylko winogrona zamieniono na kawę. W okolicach Turrialby, w łikendy, wśród ty kawowych pól kursują całe peletony rowerzystów. Oczywiście tych prawdziwych, na lśniących kolażówkach, obcisłych geterkach i koszulinkach z logami rowerowych marek. Ja na szczęście nie jestem prawdziwym rowerzystą, więc nie musze ubierać się jak ... no, Wojtku, bądź grzeczny... no, mogę się normalnie ubierać. W San Jose taki ci oto prawdziwy rowerzysta w warsztacie rowerowym powiedział mi, że rowery takie jak mój wyrzuca się w Kostaryce do śmieci, a nie naprawia. Jak mu powiedziałem, że ten rower przyjechał do niego z Meksyku, to nieco spokorniał i wymienił co było trzeba. A potem przyznał się, że jego najdłuższa podróż rowerowa trwała 3 dni. No, ale obcisły strój ma, znaczy się był to Rowerzysta Prawdziwy!
Kot, co ty tu robisz? A w Siquirres Gabriel, widząc moją flagę Polski na rowerze i oglądając wiadomości ze świata zapytał: a ty kiedy zamierzasz zmienić swoja flagę na rosyjską?

Dalej: wybrzeże karaibski. Znaczy się: upał i wilgoć. Znaczy się: dobrze się pisze na piasku.

Kokosy na plaży
Kakao na drzewach

Grube pniaczki bambusa

Zwisające leniwce

Nie-jadowite węże

Pająki z jajami i takie tam zabawy.
A oto jest proszę Państwa dolina bananów Dole. Cała dolina należy do Standard Fruits, a w górach mieszkają tubylcy, indigenas, którzy uprawiają tam marihuanę. Czasem wpada policja, ale to, panie, las jest, to nie nasze, ta plantacja narkotycznego zioła to sama się zasadziła!

No ale wróćmy do bananów. Bananowe pole poprzecinane jest tunelami z kolejką nadziemną dla bananowych kiści, które ciągnięte są przez muły

Tak sobie podróżują banany po polu

Potem trafiają do fabryki, gdzie są porcjowane na mniejsze kiście, z których każda dostaje tę charakterystyczną nalepkę, a potem wędrują do kartonów, w którego potem wkładacie swoje rzeczy przy przeprowadzce. Pracownicy dostają tam jakieś 20$ dziennie co starcza im na tyle, by cała wioska ubierała się jak amerykańscy raperzy z tanich holiwoodzkich produkcji (łańcuchy, za duże spodnie i za szerokie czapki z daszkiem). Życie wsi skupia się gdzieś pomiędzy sklepem Chińczyka a barem Chinki.

Wieczorem spakowane banany pociąg odwozi do Puerto Limon, potem hop na kontenerowiec, płynie toto sobie do Euopy, potem jedzie do Biedronki i kupujecie za 2,39zł za kilo, zwykle taniej niż krajowe jabłka

Po wizycie na plantacji bananów pojechałem do Panamy. Po drodze spotkałem Anię. I chociaż w Panamie jestem już od dobrych kilku dni, to nie napisze o tym, no bo tak o trzech krajach na raz w jednym wpisie to trochę przesada. Do następnego razu!

Komentarze

  1. Przeważnie po przeczytaniu Twoich relacji, brak mi słów. Świat jest różnorodny, ale naprawdę zachwycający.
    Pozdrowienia z Polski :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Komantarzopisarze proszeni są o się podpisanie!

Popularne posty