Raport z przypadkowych wakacji / Zakarpacie i Maramuresz (1)

-Na Ławoczne to przez Stryj?
-No tak.
-A gdzie właściwie jest to Ławoczne? 
-Hmm... [młoda kasjerka  przylepia nos do szyby, do której ja z drugiej strony przylepiam mapę] A gdzie tak dokładnie chce pan jechać?
-Tak dokładnie to ja nie wiem, gdzieś na południe. 

odcinek | pierwszy | drugi | trzeci | czwarty |

Nieco się we Lwowie pozmieniało z pociągami od czasu kiedy jeździłem na Świdowiec i w Gorgany. Zdawało mi się, że lwowskie koleje są mi już znane jak polskie albo białoruskie, więc po prostu wsiadłem w pociąg w Krakowie, przetransportowałem się do Lwowa z myślą, że albo złapię ten 15:57 do Rachowa, albo wezmę coś do Frankowska, a dalej to jakoś to będzie.

No więc ten do Rachowa mi uciekł, a jak mi pani wyrecytowała 67 hrywien za bilet do Iwano-Frankowska, to zwątpiłem. No przecież do Rachowa (3 razy dalej) płaciło się zawsze po 12.

Zakarpacie, czyli Wolna Republika Stogów Siana

Jak się później okazało do Rachowa można dojechać za cenę jakichś 30 hrywien, ale obecnie stoję na tym dworcu, jest 17sta, a następny pociąg tamże za 23 godziny. A ja już nie mogę patrzyć na miasto, na Lwów też.

Obok pięknego dworca głównego znajduje się jednak ratunek w postaci dworca podmiejskiego, gdzie ceny biletów w dalszym ciągu kończą się na 12 hrywnach. Czyli 5ciu złotych. Trzeba tylko znaleźć pociąg, który jedzie możliwie daleko na południe.

-Czyli to Ławoczne... to za Stryjem na Frankowsk, czy bardziej na Użgorod...?
-KARPATY! - wystrzela jak z armaty druga kasjerka
-A, jak Karpaty, to dawaj pani ten bilet!

Obie kasjerki rozbawione były przednio, także tu też jest jakaś zmiana, bo spodziewałem się raczej, że wezmą mnie za idiotę i nie zechcą odpowiedzieć. No więc mam w ręce ten bilet w postaci paragonu do miejscowości, która leży gdzieś na południe od Stryja w szacunkowej odległości 1.5 godziny jazdy pociągiem.

Na cztery perony podmiejskie prowadzą po trzy elektroniczne bramki, wiecie, takie jak w metrze. Wprowadzasz bilet, bramka otwiera się, wchodzisz. Jak w podmiejskiej kolei w Barcelonie czy innych metropoliach, które wiedzą co zrobić z publicznym transportem. No więc we Lwowie też są te bramki, tylko nie działają. Każda z nich nęci kolorowymi lampkami, mruga na zielono i czerwono jak oszalała, ale na peron wpuszcza pan w szarym mundurze przez przejście dla personelu.

Zbliża się godzina przybycia elektriczki, peron pęcznieje w oczach i gdy już gmin ma się wylać na tory, zajeżdża pojazd, a my, zmęczeni pasażerowie, zaścielamy sobą drewniane ławy. Potem, jak na komendę, połowa wyciąga telefon komórkowy i relacjonuje czekającemu w Ławocznej, Stryju czy gdziekolwiek indziej żonie, mężowi czy mamie jak minął dzień lwowski. Druga połowa rozmawia. Jest jak w ulu, dosłownie. Gdy pociąg rusza, szum kół i morze słoneczników za oknem pozwala ci o tym zapomnieć, ale gdy pociąg staje na kolejnych stacjach, zdajesz sobie sprawę, że cały pociąg niezwykle intensywnie żyje. Widzieliście film Rój? Cichnie bardzo powoli, cichnie zupełnie w Stryju, gdy niewielu nas zostaje.

-Przepraszam, czy wie pani może gdzie jest Ławoczna? [znowu pokazuje mapę]
-No...
-Tu mamy Stryj, tu Mukaczewo, Użgorod...
-Hmm... Nie no, nie wiem, gdzieś za Stryjem...

To teraz konduktorka.

-Czy ze Stryja będzie jeszcze dzisiaj pociąg do Frankowska?
-No nie wiem... Powinien być, pan zapyta w informacji.

No więc Stryj. Jest godzina 20, myślę sobie, wysiądę, może coś do Frankowska, potem do Rachowa, a jeszcze jasno jest, to w razie czego miejsce na namiot znaleźć łatwiej.

Do Frankowska nie ma, a pociąg w nieznane, do zagadkowej Ławocznej stoi i sapie, dyszy i kusi. Wsiadaj, wsiadaj, przygoda, nieznane. Wsiadam i jadę.

Znów konduktorka.

-To pan nie do Stryja?
-Nie, właściwie nic nie jechało do Frankowska, to i Ławoczna obleci. Ja w góry po prostu chciałem.
-[śmiech] A spać gdzie będziesz? [bo to już ciemno było]
-Namiot mam.
-[ogląda plecak] To może i dla nas się tam miejsce znajdzie?

I mówię, żeby się znalazło, no ale jakoś nie przyszły, ja natomiast powłóczyłem nogami po zatopionej w mroku wiosce, po szutrowej nawierzchni, wśród drewnianych domów, szczekających psów i pogwizdujących pociągów. Bo tam zdaje się jakaś ważna stacja. Pociągiem dojedziesz i do Lwowa i do Użgorodu. A drogą to uchowaj Boże.

Poranek w losowej wsi karpackiej
Zapach jest niesamowity. Nocne powietrze karpackie i to kapitalne poczucie, że nie potrafię postawić na mapie palucha w miejscu, w którym jestem. Miejsce namiotowe znajduję za wsią, na skraju pastwiska. Rano witają mnie piękności same. Po długich tygodniach pisania jednej i drugiej magisterki nie ma nic piękniejszego niż poranek w losowym miejscu w Karpatach Wschodnich.

Więcej zdjęć -> tutaj.

Komentarze

Prześlij komentarz

Komantarzopisarze proszeni są o się podpisanie!

Popularne posty