Gruzja (+Abchazja)

Do Gruzji jeździłem dwa razy: w zeszłym roku (2011) i jeszcze rok wcześniej (2010). Za pierwszym razem przez dwa tygodnie objechałem Sakartwelo oglądając miasta, zabytki i niektóre z niezliczonych monastyrów. Za drugim razem spędzałem czas bardziej górsko: zdobywając Kazbek i spędzając kilka dni w górach Tuszetii. Za każdym razem doświadczałem niezwykłej gościnności Gruzinów i przekonywałem się o ich jak najbardziej pozytywnym nastawieniu do Polaków. Zresztą: są to już prawdy dość znane. Kierunek wakacyjny: Gruzja stał się ostatnio bardzo popularny wśród narodu zamieszkującego kraj nad Wisłą. Spośród stosunkowo niewielu turystów nawiedzających Gruzję w moim odczuciu przynajmniej połowa z nich to Polacy. Podczas podróży w 2010 roku w dwa tygodnie naliczyłem spotkanych sześćdziesięciu (!) turystów-rodaków. Rozkwit turystyki a także zmiany w kraju przeprowadzane młodego prezydenta widocznie modyfikują obraz Gruzji. Mimo, że między moimi wizytami w tym kraju upłynął tylko rok, to za drugim razem przyjechałem do nieco (ale zauważalnie "nieco") innej Gruzji. Zresztą: jedźcie, zobaczcie sami. Jeśli nawet nie autostopem, to loty do Tbilisi są ostatnimi czasy stosunkowo tanie. Prawdopodobnie zakochacie się w tym kraju, małym kraju, w którym jest wszystko: od morskiej riwiery, przez wilgotne lasy w okolicach Lagodechi i półpustynie na południowym wschodzie po lodowe szczyty Kaukazu. Ach, no i chinkali. W rzeczy samej, koniecznie spróbujcie chinkali!

KRÓTKO O GRUZJI
  • Kraj: Gruzja.
  • Waluta: lari (GEL), ok. 1,70zł.
  • Wiza: nie potrzebna.
  • Ceny: trochę niższe niż w Polsce, choć nie zawsze (np. nabiał typu serki topione, jogurty i inne tego typu specjały są droższe), dwudaniowy obiad w restauracji można zjeść mieszcząc się spokojnie w 10zł (oczywiście nie mówię tu o stolycy, w stolycy zawsze trochę drożej, wiadomo).
  • Język: gruziński, podobny zupełnie do niczego innego. Dodatkowo Gruzini mają swój alfabet, który jest delikatnie mówiąc dość trudny. Jeżeli nie jesteśmy na tyle pracowici aby się gruzińskiego języka nauczyć (my nie byliśmy), to warto znać podstawy rosyjskiego i cyrylicę  (chociaż tak czy tak wszechobecną wypowiadaną z radością frazę "Problem niet!" zrozumiemy przecież i po naszemu). Angielski czasem się przydaje, czasami tzn. gdy spotykamy "młodych, wykształconych, z dużych miast". Warto wiedzieć, że: gamardzioba znaczy dzień dobry, a didi madloba - bardzo dziękuję.
  • Drogi: wbrew powszechnemu mniemaniu: są. Nawet budują autostradę.
  • Autostop: bardzo łatwy. 15 minut czekania to maks. Poza tym autostop w Gruzji bardzo rozpieszcza. Po jakimś czasie jak ktoś ci czegoś nie kupi albo nie zaprosi cię na nocleg to jesteś wewnętrznie oburzony. Co ta za Gruzin w ogóle! Pewnie przyjezdny jakiś…
  • Czego się spodziewać: Gruzini charakteryzują się niezwykłą gościnnością. Ale to niezwykłą! Jak się opowiada w Polsce, że Polacy są gościnni to jest jakieś nieporozumienie w ogóle. Ci ludzie są naprawdę niesamowici, niesłychanie otwarci. A więc możemy się spodziewać, że ktoś nas zaprosi na nocleg, że nam coś zakupi, że zawiezie nas gdzieś, chociaż właściwie to wcale tam nie jedzie itp. Ponadto możemy się dodatkowo spodziewać życzliwości w stosunku do nas jako Polaków. "Witamy Państwa Gruzinów!" - tak łamanym polskich przywitał nas gruzińki pogranicznik w Sakartwelo - Państwie Gruzinów, jak zwą swoją ojczyznę. W kantorze zostaliśmy od razu wypytani czy wybraliśmy nowego prezydenta, a w Kobuleti gdy spytałem czy i za ile możemy się wykąpać w "hotelowym" prysznicu i na pytanie "a otkuda wy?" odpowiedziałem "iz Polszy" dowiedziałem się, że skoro tak, to za darmo! Że przecież Polska i Gruzja to przyjaciele od wieków! No i możemy się spodziewać Polaków. Dość mnóstwo. Turystów w Gruzji za bardzo nie ma, natomiast Polacy zdarzają się na każdym kroku.
  • Mapy: Używaliśmy mapy regionu Kaukazu firmy Freytag&Berndt, ale nie polecałbym jej. Chociaż ma niezłą skalę, to jest w mojej opinii zupełnie nieczytelna. Z tego co wiem, to powszechnie się używa produktów węgierskiego wydawcy GiziMap. Mieliśmy również spory kawałek Gruzji na mapie Turcji firmy MarcoPolo. I tę mapę skolei bardzo polecam.
  • Przewodnik: i to jest odrębna historia… Otóż istnieje przewodnik wydawnictwa Bezdroża "Gruzja i Armenia oraz Azerbejdżan. Magiczne Zakaukazie.". W życiu nie widziałem tak kiepskiego przewodnika. Ba, nieczęsto zdarza mi się czytać tak słabo zredagowany tekst (gorszy jest chyba tylko mój). Ogólnie można powiedzieć, że informacje podawane przez autora są wzięte z sufitu (np. to, że w Mcchecie łatwo znajdziemy restauracje - nie widzieliśmy ani jednej, chociaż spodziewałbym się, że już zdążyły powstać). Poglądowe mapki, które autor rysuje są często tylko przejawem jego radosnej duszy artysty, ale nic wspólnego z rzeczywistością nie mają (np. patrząc gdzie autor umieścił Upliscyche wyjedziecie może w jakiś środek pustyni, ale na pewno nie do skalnego miasta). Za to na co drugiej stronie przewodnika znajdziecie informacje, że podróżujecie po legendarnej Kolchidzie, gdzie udał się Jazon z Argonautami w wyprawie po złote runo. Ponadto autor powiela powtarzaną przez wszystkich "legendę" o tym, że wszystkie produkty w Gruzji są przeterminowane. Nie trzeba nawet znać rosyjskiego, wystarczy jako tako kojarzyć cyrylicę, aby dowiedzieć się, że pracowicie wystemplowane na produktach daty dotyczą najczęściej  p r o d u k c j i  a nie przydatności do spożycia. A już zupełnym skandalem jest fakt, że autor przewodnika we wszelkich wstępach historycznych i tym podobnych żywcem kopiuje zdania z książki Gruzja Wojciech Materskiego. Reasumując: śmiech na sali, dno i plagiat. Ale chyba innego przewodnika po polsku nie ma… Natomiast angielskie Lonely Planet są podobno niezłe.
Sprzedawcy mięsa w Telawi
  • Trzeba uważać: na to co się je. Zwłaszcza na mięso i na wodę. Jak zobaczycie jak sprzedaje się tam mięso to będzie jasne dlaczego trzeba uważać na mięso. Na wodę też uważać należy, to jest inny klimat, inne bakterie i te sprawy. Najlepiej pić tylko butelkowaną - my tak zrobiliśmy i byliśmy z tego rozwiązania bardzo zadowoleni. Ci którzy tego nie robili często byli niezadowoleni (dokładnie: chronicznie rozwolnieni, zdarzały się przypadki leczenia szpitalnego).
  • Skąd brać informacje: Prawdziwą kopalnią informacji praktycznych jest forum serwisu kaukaz.pl. Sporo wskazówek o tym co dobrze jest zobaczyć na Kaukazie da nam sam serwis kaukaz.pl a także kaukaz.net. Co do pozycji książkowych to wspomniana już Gruzja Wojciech Materskiego daje dość obszerny wgląd w historię Gruzji, ale jako lektura jest dość ciężko strawna (skondensowana "sucha wiedza") - przyznam, że przez nią nie przebrnąłem. Pozycja Polaków kaukaskie drogi Bohdana i Krzysztofa Baranowskich natomiast zawiera m.in. mnóstwo wciągających historii Polaków zesłanych na Kaukaz w XIX wieku lub działających na tych terenach w początkach XX wieku. Książka szeroko i dogłębnie prezentuje historie relacji polsko-gruzińskich. Godną polecenia pozycją o bardziej reporterskim charakterze jest Dobre miejsce do umierania Wojciech Jagielskiego.
  • Szczepienia: obowiązkowych brak, jednak wyprawa do Gruzji będzie bezpieczniejsza ze szczepieniami zalecanymi to błonica, tężec, polio, dur brzuszny, WZW A i B, wścieklizna. Szczególnie polecane (to już tak z rozmów z ludźmi i z panią od szczepień) są dur brzuszny, WZW A i polio i to sobie zrobiliśmy.
  • Co trzeba zobaczyć: na pewno stolicę - Tbilisi - i położoną zaraz obok historyczną byłą stolicę -Mcchetę. Skalne miasta Upliscyche (mniej znane) i Vardzia (absolutnie znakomita), położony na  (pół)pustyni skalny klasztor Dawid Garedżi a do tego całe mnóstwo monastyrów, np. ten w Ananuri rewelacyjnie prezentujący się nad brzegiem jeziora czy Nekresi (zdjęcie obok), często pochodzących z IV, V, VI wieku. Jeśli chodzi o naturę, to warto przejść się po parkach narodowych przy Lagodechi (byłem) i Borjomi (nie byłem, ale podobno też fajnie). No i oczywiście góry. Po pierwsze oczywiście Kazbek - zdaje się, że jeden z najłatwiejszych pięciotysięczników. Zresztą nie trzeba się pchać na sam szczyt, wystarczy dojść do kościoła Cminda Sameba, żeby oniemieć z zachwytu. Do tego dochodzi Swanetia (nie byłem) i Tuszetia (byłem). Tuszetia jest po prostu doskonała. Raj dla turysty pieszego. Miejsce stworzone, żeby po nim chodzić, rozbijać namioty i palić ogniska oraz trwać w nieustannym zachwycie. Niebywałe widoki, niezalesione, 3-tysięczne grzbiety górskie i zagubione wioski z kamiennymi wieżami. A do tego niemal całkowity brak turystów. Z tego co wiem, to w Swanetii też są kamienne wieże, ale turystów jest dość sporo, a góry są znacznie bardziej zalesione co sprawia, że widoki może i są niezłe, ale ich nie widać.
  • Zdjęcia: Gruzja - ogólnieKazbegi: wioska i trochę wyżejKazbek - zdobywanie szczytu Tuszetia
  • Tekst o historii stosunków polsko-gruzińskich, polskich zesłańcach na Zakaukaziu itp. 
KRÓTKO O ABCHAZJI

Abchazja to separatystyczny region Gruzji (wg Gruzji) albo suwerenne państwo (wg Rosji, Abchazji, Nikaragui, Tuvalu i kilku innych mikropaństewek) albo dość długaśną plażą pod protektoratem i kontrolą Rosji (wg stanu faktycznego). Jakbyście chcieli tam pojechać, to tu znajdziecie kilka praktycznych informacji:


    • Kraj: Abchazja
    • Waluta: rubel rosyjski (a myśleliście, że co?)
    • Wiza: dla Polaków obowiązkowa (stan na 2011), jak ją zdobyć opisałem tutaj (klik)
    • Ceny: wysokie, niekiedy nawet bardzo, i to nie tylko w miejscach, gdzie ceny są wywindowane pod rosyjskich turystów
      Rosjanin zwiedza Abchazję
    • Język: niby abchaski, ale nie liczcie, że go usłyszycie, a już na pewno nie w Suchumi. W praktyce rosyjski jest w powszechnym użyciu. I to nie tylko przez większość ludności, która znajduje się w Abchazji w sezonie letnim (tj. Rosjan), ale także przez tubylców normalnie na ulicy, w sklepach itd. Abchaski usłyszałem może trzeciego dnia pobytu słysząc rozmowę jakichś dwóch staruszek. Jednym z oficjalnych powodów odłączenia się Abchazji od Gruzji było to, że Abchazja chciała pielęgnować swoją kulturę, edukację i język. No dobrze, więc w szkole już nie naucza się po gruzińsku. Naucza się po rosyjsku. 
    • Autostop: działa, choć dużo wolniej niż w Gruzji, bo Abchazów na drogach jest stosunkowo mało, a rosyjscy wczasowicze niechętnie biorą stopowiczów do swoich wypasionych mercedesów (mi się nie zdarzyło ani razu, generalnie tylko raz wiózł mnie Rosjanin, ale nie był wczasowiczem, tylko pracował jeżdżąc małą ciężarówką).
    • Czego się spodziewać: w sezonie letnim: ruskich turystów. Ale to jest wręcz straszne no, ich jest mrowie. Abchazów jest w Abchazji (a raczej: stałych mieszkańców, nie wszyscy to Abchazi) jakieś 200 tysięcy, a ruscy turyści zjawiają się w sezonie podobno w sumie w liczbie około trzech milionów. Żeby uniknąć wszechobecnych ruskich tłustawych bab w pstrokatych miniówkach z cekinami pojechałem do byłego kombinatu węglowego w Tkwarczeli i tam odetchnąłem z ulgą. Ale i tam słyszałem język rosyjski. Smutne to wszystko, bardzo smutne. Abchazja to jedna wielka plaża dla Rosjan plus trochę gór) Gospodarka kraju opiera się na turystyce i zbieraniu mandarynek. W takiej pozycji: zrywacza mandarynek i służbie rosyjskiej arystokracji na wczasach nie widzę dla Abchazji żadnej przyszłości poza asymilacją z cywilizacją rosyjską i włączenia jej do Wielkiego Brata z północy. Przy cichej aprobacie tzw. "społeczności międzynarodowej", bo im bardziej cały świat izoluje Abchazję, tym bardziej jest ona zdana tylko i wyłącznie na kulegę Putina. W każdym razie: należy się spodziewać brudnych i kamienistych plaż, wszechobecnej plastikowej tandety, którą po wysokiej cenie i bardzo chętnie kupują Rosjanie.
    • Mapy: patrz mapa Gruzji
    • Trzeba uważać: podobno nie należy wyrażać swojej sympatii do Gruzji. Byłem ostrożny, chociaż w częstych dyskusjach nie stroniłem od stawiania progruzińskich argumentów. Szczególnie z rozmów z młodszymi Abchazami wnioskuję, że w edukacji historycznej prowadzona jest bardzo mocna kampania antygruzińska. Jest to niejako zrozumiałe, w końcu wojna z Gruzją odbywała się 20 lat temu. Ale bardzo widoczny jest kontrast między młodszymi a starszymi rozmówcami. Starsi, którzy najczęściej sami uczestniczyli w wojnie, byli dużo bardziej zdystansowani, czasem mówili nawet to co i Gruzini - że przed wojną żyli w zgodzie i nie było większych problemów. Młodzi natomiast często bardzo byli niezwykle zajadli i oskarżali Gruzinów o najgorsze zbrodnie. Nie wiem czy którekolwiek z nich miały miejsce, wiem natomiast - bo sam je widziałem - że Gruzini zostali wygnani z Abchazji a ich domy zostały zniszczone. Całe ulice takich domów znajdziemy choćby w Suchumi.
    Rosyjska baza wojskowa: pokój i dobro
    • Co trzeba zobaczyć: jeśli chodzi o architekturę to najbardziej zainteresowały mnie zniszczone lub zajęte przez Abchazów pogruzińskie domy nowe i ogromne rosyjskie bazy wojskowe ("pokojowe" oczywiście, bardzo pokojowe, na terenie mniejszym niż województwo opolskie Rosja buduje podobno 8 wielkich - sam widziałem dwie - i jeszcze trochę mniejszych baz wojskowych, jakie to pokojowe!). Gruzińscy pogranicznicy byli ze mnie bardzo dumni, że zrobiłem takie ładne zdjęcia bazom. Ale poważnie: najciekawsze w Abchazji są rozmowy. Oczywiście jest plaża, są góry, są ruskie lolitki, ale zdecydowanie najciekawsze jest poznanie co myśli druga strona. W oficjalnej światowej wersji wydarzeń słyszymy zawsze tylko głos Gruzji, warto poznać abchaską wersję całego konfliktu. Bo pewnie jedni i drudzy nie mają racji, a prawda jest gdzieś po środku. A tak poza tym to są ładne krajobrazy: góry wpadające do morza.
    • Co można sobie darować: jezioro Rica i dacza Stalina - straszna lipa, niby ładne jeziorko w górach, ale tylko jeziorko w górach (do tego oczywiście tłumy ruskich wczasowiczów), a do tego za wjazd płaci się jakieś niestworzone zupełnie ilości rubli (mnie tam zaprosił mój kierowca autostopowy, który okazał się... kierownikiem daczy Stalina). 
    • Zdjęcia: tutaj.
    • Przeczytać: Abchazję Góreckiego
    • Relacja: cykl "Opowieści abchaskie" | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 |


    RELACJE
    w serwisie paragon z podróży

    Notatka z podróży w 2010 roku

    Podsumowanie podróży w 2011 roku wraz z linkami do notatek "na żywo" z trasy, w tym:
    Abchazja i Kazbek w jeansach

    Poradnik "Jak wejść na Kazbek"

    Komentarze

    1. jest szansa na tę pełną relację? tę, co "będzie niedługo"?;) już od niedługa czekam, a ciągle nic, a gdy ja pierwszy raz przeczytałam "niedługo", to ono już może długo wcześniej tu było, dlatego pytam.

      OdpowiedzUsuń
    2. noo bo to długa relacja bedzie to nie tak łatwo ; )

      ale wymyśliłem ostatnio, że zacznę pisać odcinkami, bo inaczej się nigdy nie zabiorę, zaczynam na dniach, naprawdę : )

      OdpowiedzUsuń
    3. Bardzo ciekawie opowiedziane. Własnie takie relacja są najbradziej przydatne i najciekawsze a nie jakieś suche przewodniki. Jak dla mnie, troszkę miałam niedosyt jak Pan pisał o tamtejszych obyczajach typu: z tą datą ważności, czy "zgarnianiem" autostopowiczów do domu i pomaganiem im. To są takie smaczki, że gdy czyta się o nich, ciągle chce się więcej i więcej! Na prawdę relacja pierwsza klasa! Pozdrawiam

      OdpowiedzUsuń
    4. A byłeś może w Gagrze? Bo jak dla mnie to chyba najciekawsze miejsce w Abchazji do zobaczenia, ale nie byłem tam osobiście..

      OdpowiedzUsuń
    5. Zdaje się, że nie. A co tam takiego? Tzn. z tego co wiem, to jest najbardziej znane kąpielisko w Abchazji ale to nie znaczy, że jest tam ciekawie ; ). Najciekawsza chyba jest Oczamczira, gdzie odbywał się desant wojsk rosyjskich w wojnie w 2008 i z powodu tego też że właśnie raczej niespecjalnie jest kąpieliskiem, ale w pośpiechu musiałem koniec końców ominąć Oczamczirę i tam też nie byłem.

      OdpowiedzUsuń
    6. czy do kościoła Cminda Sameba, łatwo jest sie dostać? nie mamy za dużo czasu, tylko 9 dni, ale chociaż tam koniecznie...:)
      chyba że pominiemy morze Czarne i wybierzemy się na Kazbek....
      Anka

      OdpowiedzUsuń
    7. Bardzo łatwo. Z Tbilisi stopem lub marszrutką za 10 lari. I potem w górę: z godzinkę czy dwie - jakie tam kto ma tempo.

      OdpowiedzUsuń
    8. jakoś odniosłem wrażenie, mam nadzieję mylne że piszesz że nie ma za wiele ciekawych rzeczy do zobaczenia w tej części świata - tj w abchazji - też tak początkowo myślałęm - ale są przecież piekne góry - stare w nich wioski - jaskinie jeziora -niesamowita przyroda- i jakże wiele co prawda ruin - ale śladów starych cywilizacji - o wielu nie wiedziałęm - ale pokazali mi je studenci rosyjscy archeologi

      pozdrawiam

      OdpowiedzUsuń
    9. Być może to, co napisałem, zbyt ostro to "zabrzmiało". W żadnym razie nie neguję piękna abchaskiej przyrody : )

      OdpowiedzUsuń
    10. Chyba byłam w innej Abchazji. Piękna kraina z niesamowitą przyrodą. Mam wrażenie, że tekst trochę upolityczniony, bardzo progruziński:)

      OdpowiedzUsuń
    11. Tekst jest bardzo upolityczniony, bo trochę po to tam przyjechałem. Wpadłem tylko na 3 dni, nie byłem w górach. Na pewno są piękne, nie przeczę że to prawda, ale prawdą jest też, że Abchazja uwikłana jest w dość nieczystą grę.

      A czy ten tekst jest progruziński to nie wiem, może jak poczytasz inne posty o Abchazji to zmienisz zdanie. Nie stawiam się po żadnej ze stron, nie mniej jednak moja ocena sytuacji w jakiej znajduje się Abchazja jest jednoznacznie raczej negatywna, jednak nie musi mieć to koniecznie związku z progruzińskością. Po prostu popadli w ruskie sidła i raczej się z tego nie wyplączą.

      OdpowiedzUsuń
    12. świetna relacja - jedno pytanie - którędy szliście będąć w Tuszetii?

      OdpowiedzUsuń
    13. Gruzja jest na mojej liście państw do zwiedzenia :) nie mogę się doczekać wyjazdu!

      OdpowiedzUsuń

    Prześlij komentarz

    Komantarzopisarze proszeni są o się podpisanie!

    Popularne posty