Z Miasta Na Wysokości przez Kawową Oś, Cukrową Dolinę i dwie góry, w wilgotną puszczę [galeria]

Przejazd z Miasta Na Wysokości (Manizales) przez Kawową Oś (Eje Cafetero - region uprawy kawy), Cukrową Dolinę (Valle del Cauca) i dwie góry (Cordillera Central i Cordillera Oriental) wprost w wilgotną puszczę (departament Putumayo) zobaczymy na zdjęciach.

Tym samym zamykamy kolumbijski zyg-zak. Najpierw z zachodu na wschód po wybrzeżu Morza Karaibskiego: zaczynając z rajskiej Capurgana, odwiedzając miejscowość Świętego Stanisława i Mompox białych murów i małp na dachach aż po pustynną Guajirę. Następnie ze wschodu na zachód: z płaskiej jak stół Arauki, podjeżdżając na trzy i pół tysiąca metrów w departamencie Boyaca i przekraczając po raz pierwszy Kordylierę Wschodnią, spadając w dolinę Rio Magdalena i wdrapując się na Kordylierę Centralną w okolicach Medellin po wjazd do puszczańskiego Choco zostawiając za sobą trzecią kordylierę, tę Zachodnią. Potem znów przeskoczyliśmy ostatnią z kordylier, a resztę przedstawiam poniżej.

Kropkowanym na południu zaznaczono trasę planowaną na najbliższe dni. Na zamieszczonej mapie fizycznej Kolumbii nie rzuca się bardzo w oczy rozdział między Kordylierą Zachodnią i Centralną, w każdym razie: ten łańcuch gór po lewej przerżnięty jest na połowę doliną rzeki Cauca.


Dwa tygodnie odpoczynku to zawsze dobry pomysł: czas na spanie, jedzenie, pranie i malowanie bagażnika w rowerze.
Kasia i Ruben napotkani na rynku w Manizales i przygarnięci do domu
Manizales to miasto pochyłości: jeśli nie ostry podjazd, to schody. Podobno kształcą tam najlepszych architektów, bo jak ktoś potrafi postawić budynek w Manizales, to już postawi wszędzie.
Miejska atrakcja: Corredor Polaco, czyli Polski Korytarz - trasa po dachu katedry w Manizales. 10 tysięcy za wstęp? Zaraz, zaraz: ja jestem Polak, to jest korytarz, wejście za Polski Korytarz powinienem chyba kasować ja?
Kolejny występ z mojej amerykańskiej trasy koncertowej, teraz w Otro Rollo z Manizales, zdjęcie fotograf Lanii.
A jak nalerzy fotografować fotograf Lanię? Z włosami związanymi?
Z rozpuszczonymi?
Nie, fotograf Lanii po prostu nie należy fotografować.
Krematorium i sala pamięci dla zwierząt. To tak jakby ktoś uważał, że kolumbijski rynek usług nie był rozwinięty.
Warsztaty muzyczne dla dzieciaków z Las Colonias prowadzone przez Fundację Crisol. Niedługo więcej o tym. W Manizales siedziałem dwa tygodnie i wyjechałem w porę, bo już się zaczynałem zadomawiać. W Las Colonias zadomowiłem się od pierwszego dnia i zamiast paru godzin zostałem parę dni. I dalej się zastanawiam czy może jednak nie powinienem tam wrócić?

W Las Colonias grają też w piłę.
Poranek w kawowym gospodarstwie.
Jak wyżej, tyle że z widokiem na uprawy.
Kawowe miasteczko - Sevilla
Jak wyżej, tylko że bardziej w centrum.

Rzut oka na Valle del Cauca
Jak wyżej, tylko z bliska: pola trzciny cukrowej.
Inżynier Carolina.

Cali - światowa stolica salsy.  Zamiast tańczyć, leżałem jednak z gorączką i zapaleniem ucha. Ale z tej wielkiej trąbki leciała ta piosenka:


Potem jest 140 km do Popayan i mural o neokolonializmie (Cristobal Colon to Krzysztof Kolumb)
W Popayan domy białemi są

Ludzie tłumami zjeżdżają się na Wielkanoc

I jeżdżą ludzie na rowerach. No, niektórzy przynajmniej.
A jak ktoś choruje na zapalenie ucha i leży w łóżku zamiast przyjechać do Popayanu w Wielki Czwartek, to się spóźnia na wszystkie procesje i jedyne co zostaje mu zobaczyć to miasto z góry.
Następnie wspinamy się na Kordylierę Centralną. Podjazd łagodny, acz jednostajnie wzbijający się na przeszło trzy tysiące metrów.
Zawsze jakiś napis odmierzający kolejne kilometry.

Zawsze jakiś wodospad przy drodze.

Zimno się robi

Spać gdzieś trzeba

I jeść też.

Paletara o poranku, A za Paletarą 40km po wertepach z prędkością pięć na godzinę.

Paramo, znaczy się że wysoko, puszcza frajlechonów - wysokogórskich sukulentów.

Zimno jest dość.

Gotowanie na kuchence alkoholowej opisywanej niedawno.

Widok z góry na góry.

Jeszcze trochę nieasfaltowanej, ale już z lepszą nawierzchnią.

Rio Magdalena: tak niewinnie wygląda w okolicach swych źródeł. Za kilkaset  kilometrów zamieni się w szerokiego giganta rozgałęziającego swoje ujścia na ćwierć kolumbijskiego wybrzeża.

Breloczyk od inżynier Caroliny.

Pitaja. Taki owoc. Dobry bardzo. I podobnież drogi.

Wdrapywanie się na ostatnią z Kordylier - Wschodnią, początek powrotu na płaski kolumbijski wschód.

Odpoczynkowanie

Droga z Pitalito do Mocoa mokra od deszczu i wodospadów.

Czasem nawet smutna od deszczu.
Słoneczko i coraz bliżej puszczańskiego ciepeła.

Palisz marihuanę? Nie. A szkoda, bo ci chciałem dać trochę. Cholera, czemu czekolady tak nie rozdają?
Puszczańskie ciepełko i rzeczka.
Napis z piekarni: szanowny kliencie, nie dysponujemy internetem WIFI, ale jeśli chcesz, zawsze możesz porozmawiać z osobą ze stolika obok.
Reszta zdjęć z Kolumbii.

Jeszcze 150 km po względnie płaskim do San Miguel i Ekwador wita. 

Komentarze

Popularne posty